Codzienność

O cerowaniu skarpetek

Jakiś czas temu przeglądałam zdjęcia z dzieciństwa, na których dziadek Bogdan kołysał do snu kilkumiesięczną Martusię. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w jego brązowo-czarny sweter, który pamiętałam bardzo dobrze, bo nosił go aż do śmierci. Jakim cudem przez tyle długich lat sweter służył dziadkowi? W ten sam sposób, w jaki służyły mu cerowane regularnie skarpetki – dziadek naprawiał ubrania i inne zepsute rzeczy, nadając im drugie życie; nienawidził wyrzucać tego, co jeszcze mogło się przydać. Do rodzinnych anegdot przeszły bożonarodzeniowe prezenty – wełniane skarpety, które dziadkowi wkładaliśmy pod choinkę, prosto spod drzewka lądowały w szufladach i tam, nieodpakowane, czekały cierpliwie aż do następnych świąt. My patrzyliśmy na jego zacerowane skarpetki i widzieliśmy w nich okazję do kupienia mu nowych. Dziadek patrzył na swoje nowe skarpetki i chował je do szuflady, bo nie były potrzebne. To, czego dziadek potrzebował, żeby mieć porządne skarpety to igła, nitka, trochę wolnego czasu, ciężkiej pracy i przekonanie, że to, co się popsuło – a jest ważne – należy naprawić.

Rozmawiałyśmy ostatnio z koleżankami o zdjęciach w telefonie i przerabianiu ich w Lightroomie przed wysyłaniem w świat. Ja, świeżo po zakupie nowego modelu, nie mogłam się nadziwić kolorom i jakości; nie myślałam o tym, by najnowsze zdjęcia upiększać w aplikacji. P., posiadająca ten sam model od grubo ponad roku, przyznała, że na początku nie miała takiej potrzeby, ale z upływem miesięcy zaczęła dostrzegać zmianę i nie była pewna, czy telefon zaczął robić gorsze zdjęcia, czy to jej przyzwyczajenie wpłynęło na ich negatywne postrzeganie. Nowe szybko staje się starym, fascynujące nudnym. W czasach, kiedy modele telefonów wychodzą rok po roku, trudno nie dołączyć do szalonego wyścigu – nie wiadomo za czym.

Jeśli zapytalibyście mnie, czego w życiu najbardziej żałuję, odpowiedziałabym, że utraconych przyjaźni i zerwanych znajomości. Jestem osobą, która niebezpiecznie szybko przywiązuje się do ludzi, tęskni za nimi, potrafi poświęcić dla nich bardzo dużo. Kocham poznawać nowe osoby i spędzać czas w grupie (pewnie dlatego tak bardzo mi odpowiada korporacyjny open space). Mój problem polegał jednak na tym, że zbyt szybko ufałam, wielokrotnie nazywałam przyjaciółmi tych, których znałam zbyt krótko. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ludzie zapominają, jak bardzo byliśmy sobie bliscy, ile mieliśmy wspólnych planów. Wejście w relację z drugim człowiekiem naprawdę nie jest trudne. Jest tylu fantastycznych ludzi dookoła, z którymi możemy spędzać czas. Być może będą mieli więcej do zaoferowania, niewykluczone, że obejrzeli więcej ciekawych filmów i przeczytali więcej książek niż nasi znajomi, partnerzy, przyjaciele. Czy to w jakikolwiek sposób przekreśla dawne przyjaźnie? Czy drugi człowiek nie jest wart największych poświęceń?

Mówienie, że związek i przyjaźń wymagają ciężkiej pracy nie jest utartym frazesem, nie ma w sobie nic z przesady. Sama bardzo długo uczyłam się szacunku do wieloletniej relacji. Bardzo długo nie potrafiłam zrozumieć, że naprawa zepsutego związku wymaga czasu i pracy. Bardzo długo wydawało mi się, że wystarczy się obrazić, ponarzekać przyjaciółkom i rodzicom, jak jest źle i jak trudno to poprawić. Każdy sweter i każde skarpetki kiedyś nam się zużyją. Każdy nowy model telefonu będzie kiedyś antykiem. Każda osoba, prędzej czy później, przestanie być tajemnicą. Wierzcie lub nie, ale to, czego potrzebujemy to igła, nitka, trochę wolnego czasu, ciężkiej pracy i przekonanie, że to, co się popsuło – a jest ważne – należy naprawić.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply