Codzienność

Byle nie teraz

Uwielbiam koniec sierpnia za przedszkolne wyprzedaże – mogłabym godzinami oglądać te wszystkie zeszyty, teczki, ołówki różnej grubości, kolorowe zakreślacze. Było upalne sierpniowe popołudnie, kiedy stałam przed półką w supermarkecie, a serce i rozum toczyły zawziętą walkę o kolejny zeszyt w jeże. Nagle w mojej alejce pojawiły się dwie urocze staruszki.

– Do czego ja bym tu sobie kupiła zeszyty? Biologia, chemia, religia… Popatrz, Stasia, za naszych czasów takich rzeczy nie było. Ale ja bym sobie teraz poszła do szkoły.

– Ano, mogłyśmy się trochę później urodzić.

Odpuściłam zeszyt w jeże, ale to zdanie ze mną zostało. Urodzić się trochę później, trochę wcześniej. Kiedyś, byle nie teraz.

Kojarzycie film Woody’ego Allena „O północy w Paryżu”? Główny bohater spaceruje po stolicy Francji, marząc o tym, by przenieść się w barwniejsze czasy. Pewnego wieczoru odłącza się od grupy znajomych i w magiczny sposób, równo z wybiciem północy, przenosi do innej epoki. Z początku Paryż lat 20. wydaje się być spełnieniem marzeń, bohater trafia bowiem w sam środek francuskiej bohemy: poznaje między innymi Scotta i Zeldę Fitzgeraldów, Ernesta Hemingwaya czy Pabla Picassa. Z zaskoczeniem przyjmuje wyznania ówczesnych mieszkańców stolicy o tym, że cofnęliby się do przeszłości, gdyby tylko mogli. Film filmem, ale jego przesłanie jest takie prawdziwe. Moglibyśmy bez końca podróżować w czasie, skakać między epokami, może nawet wylądować w kosmosie. Zawsze będzie na co ponarzekać, do czego się przyczepić.

Okres, do którego sama najczęściej cofam się w czasie, to – muzycznie – lata osiemdziesiąte. Och, jak ja bym poszła na tamte koncerty! Queen, Prince, Michael Jackson, ABBA, Bruce Springsteen, Genesis. Czy chciałabym urodzić się w dzisiejszych czasach? Absolutnie wykluczone. Uwielbiam wspominać moje niewinne dzieciństwo, z podwórkiem zamiast Facebooka, książkami zamiast tabletów, wakacjami w polskich górach i Harrym Potterem. Nie zmieniłabym niczego. Byłam szczęśliwym dzieckiem.

Kiedy mówię o cofaniu się w czasie, nie myślę jednak wyłącznie o sobie. I w pełni rozumiem, kiedy słyszę „mogło być łatwiej, lepiej”. Wiecie, przez kilka ładnych miesięcy pracowałam w Oświęcimiu, oprowadzając włoskie grupy turystów po muzeum. Historii obozu nauczyłam się na pamięć, ale nigdy żadna z moich wizyt nie wyglądała tak samo. Jedyne, co się powtarzało i zostało we mnie do tej pory, to pytanie, dlaczego właśnie wtedy, dlaczego właśnie oni.

I nie, nie cofnęłabym się w czasie do innej epoki, nie urodziłabym się wcześniej, ani później, gdybym miała taką możliwość. Idealny czas nie istnieje, świat nie będzie idealny. W idealnym, pięknym świecie nie ma miejsca na wojny.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Marta Korzeniak Listopad 12, 2019 at 6:27 pm

    Święta prawda! Ja zawsze z tęsknotą myślę o latach 90. i o tym, jak wtedy wyglądało życie. Z drugiej strony rozwój technologii daje nam tyle możliwości, tyle sposobów na wyrażanie siebie, zarabianie pieniędzy, budowanie pasji i kariery, że mimo wszystko doceniam tu i teraz. Super tekst Martula, z niecierpliwością czekam na następny! 🙂

  • Leave a Reply