Podróże

Bolonia – mój (anty) przewodnik

Nazywana czerwoną od koloru budynków – które są pomarańczowe!, tłustą dzięki niezrozumiałej sławie pierożków tortellini, uczoną – z tak błahego powodu jakim jest obecność najstarszego uniwersytetu na świecie. Czym tu się można zachwycać w tym gąszczu podcieni? Czym delektować oczy wygłodniałego włoskich pejzaży wędrowca? Arkady ciągną się w nieskończoność jak filmy Felliniego, ciężko przez nie podziwiać średniowieczne budowle. Domy pomalowane na jednakowe kolory, wszystkie w odcieniach żółtego, różu i pomarańczu. Trattorie nieprzygotowane na przyjęcie turystów – serwujące dania lokalne, żadnego tourist menu! Jak żyć? Co jeść? Po co zwiedzać Bolonię?

W stolicy regionu Emilia-Romania byłam już tak wiele razy, że z czystym sumieniem mogę jej nie polecać. Aby oszczędzić Wam rozczarowania nieudanym wyjazdem, wypisałam kilka powodów, dla których nie warto odwiedzać Bolonii.

 

1.  ARKADY 

Trzymające stare miasto w prawie czterdziestokilometrowym uścisku, tworzą niespotykany nigdzie indziej labirynt. Powstanie arkad związane jest z okresem późnego średniowiecza, kiedy to Bolonia przeżywała swój największy rozkwit – głównie dzięki migracji ludności zamieszkującej okoliczne wioski oraz napływającym z całego świata studentom. Aby zwiększyć powierzchnię mieszkalną (bez konieczności rozbudowy całego budynku), Bolończycy rozpoczęli poszerzanie górnych pięter, tworząc tak zwane sporti, czyli drewniane balkony wspierane poprzez przedłużenie nośnych belek podłogi. Z upływem czasu „balkony” coraz bardziej się rozrastały, dlatego konieczne było budowanie kolumn nośnych od dołu – arkady zaczęły zapełniać ulice Bolonii.  Najstarsze arkady o chudych, drewnianych nogach znajdują się na Piazza della Mercanzia 2 (Casa Reggiani-Seracchioli), przy via Marsala 12 (Palazzo Grassi) oraz pod numerem 19 Strada Maggiore (Casa Isolani).

CIEKAWOSTKA: Wzniesiona w 1250 roku Casa Isolani skrywa w sobie pewną średniowieczną pamiątkę: jeśli staniecie pod arkadami i spojrzycie w górę, powinniście dostrzec wbitą w strop portyku strzałę. Według miejscowych podań, znajduje się tam nie jedna, a trzy strzały, ale mnie nigdy nie udało się ich wszystkich wypatrzyć.

Cóż mogę powiedzieć – bezsensowne rozwiązanie! Latem arkady nie dają szansy, by spalić twarz w słońcu, zimą – by rozłożyć stylowy i kosztowny parasol.

Arkady wychodzą również poza Bolonię – dokładnie 666 podcieni prowadzi pielgrzymów i spacerowiczów do Santuario di San Luca, sanktuarium położonego na wzgórzu Colle della Guardia. Portico di San Luca to najdłuższe arkady na świecie – zaczynają się przy Porta Saragozza i kończą przy sanktuarium, a ich nieprzerwany ciąg wynosi prawie 4 kilometry. Wybierając się do San Luca, ubierzcie wygodne buty, gdyż większa część trasy to ostra wspinaczka schodami pod górę. 

 

Najstarsze arkady – Casa Isolani

 

Arkady przy Via Santo Stefano

 

Wspinaczka w cieniu arkad do Santuario di San Luca

 

2. KOŚCIOŁY 

Kto choć raz odwiedził Włochy, ten wie, że nawet najbardziej niepozorne z wyglądu kościoły kryją w swoich wnętrzach prawdziwe dzieła sztuki. Dlatego też stęskniony włoskiego piękna turysta płaci – i to wcale nie mało – za wejście do Duomo w Mediolanie, Sienie czy we Florencji. Nic więc dziwnego, że wstęp do najważniejszej bazyliki w Bolonii jest zupełnie darmowy. Przecież nie ma tam czego oglądać! Ot, taka sobie ogromna budowla – szósty co do wielkości kościół na mapie Europy.

Basilica di San Petronio góruje nad głównym placem Bolonii, przytłacza ogromem z zewnątrz oraz po wejściu do środka. Fasada zwraca natychmiast uwagę nietypowym połączeniem biało-czerwonego marmuru w dolnej i cegieł w górnej części. Takie użycie materiałów nie było celowe – prace nad fasadą, oraz całą bazyliką, nie zostały nigdy ukończone. Jak wyglądałaby Basilica di San Petronio, gdyby zostały zrealizowane oryginalne plany? Byłaby z pewnością największym kościołem na ziemi. Bazylika miała przybrać formę gigantycznego krzyża, otoczonego szerokimi placami, na których gromadziliby się wierni. Nad dachem kościoła wznosić miała się ogromna kopuła, wysoka na 150 metrów i szeroka na 50, otoczona czterema masywnymi dzwonnicami. Część bazyliki, którą dzisiaj oglądamy to jedynie najdłuższe ramię planowanego krzyża.

CIEKAWOSTKA: Według niektórych źródeł, prace nad budową świątyni zostały wstrzymane z rozkazu papieża, któremu nie spodobał się pomysł przewyższenia rozmiarami Bazyliki Świętego Piotra. Bardziej wiarygodne wydaje mi się jednak stwierdzenie, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Odważny projekt generował gigantyczne wydatki, w wyniku czego prace nad bazyliką z roku na rok zwalniały. 

Gdybym miała wskazać najciekawszy moim zdaniem kościół Bolonii, nie byłaby to pojedyncza budowla, a kompleks kilku świątyń, znany jako Bazylika Santo Stefano albo Siedem Kościołów (Sette Chiese). Dzisiaj w skład bazyliki wchodzą już tylko cztery kościoły: Chiesa del Crocifisso, Chiesa del Santo Sepolcro, Chiesa dei Santi Vitale e Agricola (najstarszy z wymienionych, wybudowany w IV wieku) oraz Chiesa della Trinità. Moja sympatia do tego zespołu świątyń jest poniekąd wynikiem ich usytuowania – Basilica di Santo Stefano znajduje się na przepięknym placu o tej samej nazwie (Piazza Santo Stefano), który do dziś pozostaje moim ulubionym placem w mieście. Wstęp do bazyliki jest również darmowy. 

 

Basilica di San Petronio

 

Piazza Santo Stefano i zespół kościołów Sette Chiese w tle

 

Piazza Santo Stefano

 

3. MUZEA 

Umówmy się – Bolonia to nie Florencja. Jeśli szukacie estetycznych doznań w murach najlepszych muzeów, nie kupujcie biletu do Stolicy Tortellini. Gdybyście jednak koniecznie chcieli obcować ze sztuką w Bolonii, to polecam zajrzeć do Pinacoteca Nazionale, muzeum, które gromadzi obrazy z okresu od XIII do XVIII wieku. Wśród zbiorów muzealnych Pinakoteki znajdują się dzieła artystów silnie związanych z miastem oraz takich mistrzów sztuki jak Rafael, Giotto czy Giorgio Vasari.

Miłośnicy sztuki egipskiej odnajdą imponujące zbiory ze starożytnego Egiptu (największe we Włoszech po Turynie i Rzymie) w Museo Civico, uznawanym za jedno z najważniejszych muzeów Italii. Fanów sztuki współczesnej odsyłam zaś do MAMbo – Museo d’Arte Moderna, ściśle związanym z Galerią Sztuki Współczesnej w Bolonii.

 

Wnętrze Pinacoteca Nazionale di Bologna

 

4. WIEŻE

Mało kto wie, że Bolonia nazywana była kiedyś „miastem wież” – w średniowieczu znajdowało się ich tam około dwustu. Zamożni mieszczanie wznosili wieże w pobliżu swoich domów, by służyły im do ataku oraz obrony w czasach wojen i buntów ludności. Ale nie myślcie sobie, że dzisiejsza Bolonia przywita Was gąszczem wysokich wież. Większość z nich została zniszczona przez trzęsienia ziemi, walki wewnętrzne pomiędzy rywalizującymi rodami, a także w wyniku modernizacji i rozbudowy miasta, które potrzebowało przestrzeni do poszerzania ulic i wznoszenia nowych budynków. Wśród tych kilku, które oparły się wieloletnim zagrożeniom, na szczególną uwagę zasługują Due Torri, czyli dwie najpiękniejsze i najlepiej zachowane wieże Bolonii: Torre Garisenda oraz Torre Asinelli.

Jeśli chcecie zobaczyć naprawdę słynną wieżę, polecam tę krzywą w Pizie. Torre Garisenda też się co prawda nieco Włochom przekrzywiła, ale żeby ją od razu oglądać i podziwiać? Zupełnie niezrozumiałe są powody, dla których Dante Alighieri postanowił o niej wspomnieć w swojej Boskiej Komedii. Czyżby naprawdę nie widział w życiu ciekawszych rzeczy?

Jaką się oczom Garisenda zdaje,
Kiedy kto stanie pod jej nawisłością
I kiedy chmury ciągną nad jej szczytem,
A ona niby wstecz chmurom się wali,
Takim się właśnie wydał mi Anteusz,
Gdym, obłąkany, ujrzał jak się chylił.

— Boska Komedia, Piekło, Pieśń XXXI

CIEKAWOSTKA: Dante,  podobnie jak Francesco Petrarca, Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i wielu innych wybitnych pisarzy i uczonych, studiował na Uniwersytecie w Bolonii. Fragment z Boskiej Komedii wspominający Wieżę Garisenda znajduje się na marmurowej płycie, przytwierdzonej do wschodniego boku wieży.

Na prostszą i wyższą z wież, czyli Torre Asinelli, prowadzą drewniane, mocno wyślizgane schody. Nagrodą za pokonanie 498 stopni jest możliwość podziwiania wspaniałej panoramy miasta, a przy dobrej widoczności, otaczających miasto wzgórz. Bilet wstępu na wieżę kosztuje 5 EUR. 

 

Bolonia niczym średniowieczny Manhattan – grafika Toni Pecoraro [źródło]

 

Due Torri: po lewej Garisenda, po prawej Asinelli

 

Panorama Bolonii z Torre Asinelli

 

5. PARKI 

W tej kwestii Bolonia również nie ma zbyt wiele do zaoferowania – inne włoskie miasta z pewnością mogą się poszczycić ciekawszymi parkami. Jeśli już koniecznie chcielibyśmy odpocząć od chłodu arkad i pospacerować wśród drzew, możecie odwiedzić Parco della Montagnola, Giardini Margherita lub położony nieco dalej Parco Villa Ghigi. 

Parco della Montagnola ciężko nie zauważyć, idąc od dworca w stronę centrum. Praktycznie przyklejony do dworca autobusowego park nie ma wśród mieszkańców najlepszej opinii. Być może nie przeczytacie o tym w tradycyjnym przewodniku, więc posłuchajcie dobrej rady – nie warto się tam zapuszczać w godzinach wieczornych. Jak to często bywa w dużych włoskich miastach – okolice dworca nie należą do szczególnie bezpiecznych. Czym wyróżnia się Park Montagnola? Na pewno warto wspomnieć, że jest to najstarszy park w Bolonii, a jego charakterystycznym elementem są monumentalne schody, prowadzące na główny taras widokowy, tak zwany Pincio di Bologna.

CIEKAWOSTKA: Kto był w Rzymie, ten wie, że wzgórze Pinciano – popularnie zwane Pincio – to miejsce, z którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na stolicę. Po zjednoczeniu Włoch w całym kraju upowszechnił się trend nadawania parkom miejskim nazwę „Pincio”, na cześć nowej stolicy. Podobnie jak Pincio di Roma, parki te posiadały taras widokowy, do którego prowadziły monumentalne schody. Oprócz Bolonii, parki „Pincio” znajdują się między innymi w Asyżu, Perugii, Ankonie czy Urbino.

Giardini Margherita to największy (26 hektarów powierzchni) i najpopularniejszy park Bolonii. W okresie jesienno-zimowym wygląda na nieco zaniedbany, ale zdecydowanie odżywa wiosną oraz latem, kiedy całe rodziny urządzają sobie pikniki w cieniu drzew. Polecam zajrzeć na szybką kawę lub prosecco do Chalet dei Giardini Margherita, z tarasu którego można podziwiać ukryte w parku jezioro.

Ostatni z wymienionych to mój osobisty faworyt, gdyż umyka tradycyjnej klasyfikacji parku. Znajdujący się w niewielkiej odległości od centrum Bolonii, ale już w otoczeniu pierwszych wzgórz, Parco Villa Ghigi to ogromny obszar zielony, po którym można spacerować cały dzień. Swoją nazwę zawdzięcza zabytkowej willi, niestety dzisiaj opuszczonej i całkowicie zaniedbanej. Jeśli nie przepadacie za alejkami odmierzanymi linijką, parkowymi placami zabaw i budkami z piwem, to miejsce powinno Was szczególnie zachwycić swoimi krajobrazami i dzikością natury.

 

Giardini Margherita jesienią

 

Sztuczne jezioro w Giardini Margherita

 

6. JEDZENIE

Powiem krótko: jeśli dbacie o linię, omijajcie Bolonię jak najszerszym łukiem. Nazywana przez samych Włochów „kulinarną stolicą”, charakteryzuje się zamiłowaniem do kuchni ciężkiej oraz tłustej. Dla mnie nie istnieje lepsze miejsce na gastronomicznej mapie Włoch – w Bolonii karmią  jak w niebie.

Żeby ułatwić Wam wybór lokali, z których możecie wyjść z dodatkowymi kilogramami, przygotowałam poniższą listę z zaznaczeniem dań, jakie warto zamówić (nie, nie odpowiadam za wszystkie niedopinające się spodnie i zaskakująco przyciasne koszule).


OSTERIA DELL’ORSA – lokal, przed którym prawie o każdej porze ustawia się kolejka. Codziennie inne menu składające się z kilku dań i deserów. Duże porcje w stosunkowo niskich cenach i dobre wino domu. Do polecenia: tagliatelle al ragù i tortellini in brodo.


OSTERIA BROCCAINDOSSO – moje ulubione miejsce, polecone przez pochodzącą z Bolonii współlokatorkę. Krótkie menu (od lat to samo) składające się głównie z makaronów i secondi piatti, czyli drugich dań – mięsnych albo rybnych. Ciekawą opcją są zestawy do dzielenia – przystawek, dań głównych lub deserów. Do polecenia:  wszystko, a w szczególności zestaw antipasti tipici stagionali (raczej na dwie osoby, bo przystawek jest naprawdę sporo) oraz najlepsze tiramisù, jakie jadłam w życiu. 


TRATTORIA FANTONI – miejsce, do którego trafiliśmy przez przypadek, ale od razu poczuliśmy się jak w domu. Karta wypisywana ręcznie, gdyż dania zmieniają się codziennie. Podczas naszej kolacji w menu widniały jedynie wina i makarony (umówmy się, czego więcej potrzeba do szczęścia?), i jedno i drugie bardzo dobrej jakości. Do polecenia: tagliatelle al ragù i czerwone wino Sangiovese.


SPACCA NAPOLI – dobry stosunek jakości do ceny. Przeogromne pizze i bogactwo składników. Tutaj dla odmiany menu bardzo długie: pizze, makarony i secondi piatti. Fajne opcje lunchowe. Jedyny minus – wystrój wnętrza.


PIZZERIA DUE TORRI – najlepsza pizza na kawałki w mieście. Tyle w temacie. Do polecenia: wszystko.


PIZZERIA BOUNTY – pizza na kawałki kupowana głównie przez studentów. Inna niż w Due Torri ze względu na grubsze, bardziej neapolitańskie ciasto. Do polecenia: pizza z pieczonymi ziemniakami i szpinakiem.


PIZZA CASA – kolejna studencka pizza, tym razem ze względu na cenę. Cała Margherita kosztuje jedynie 2,50 EUR. Wchodząc do środka, warto zwrócić uwagę na układające się w niebotycznie wysokie wieże pudełka do pizzy.


PIZZERIA BERBERÈ – tutaj studenci tak często nie zaglądają. Pizza nie należy do najtańszych, ale przez miejscowych jest wymieniana jako najlepsza w mieście.


LAB 16 – obowiązkowo, jeśli lubicie klimat włoskiego aperitivo. W cenie drinka lokal oferuje bogaty bufet składający się z dań ciepłych i zimnych, deserów, ciast, owoców. Aha, ważne – płacicie raz, jecie aż do momentu, w którym brzuszek mówi „wystarczy”.


BAR ZAMBONI – kolejny bar ze świetną ofertą aperitivo, o tyle ciekawą, że oprócz włoskich dań, codziennie przygotowują sushi. 


GELATAERIA GIANNI – nie byłabym sobą, gdybym nie szukała w Bolonii najlepszych lodów pistacjowych. Te w Gelateria Gianni są godne polecenia.


CREMERIA SANTO STEFANO – zwycięzca w kategorii lodów pistacjowych. Nic dodać, nic ująć.


CIEKAWOSTKA: Doskonale znana Polakom potrawa spaghetti bolognese wcale nie pochodzi z Bolonii. Co więcej, dania o takiej nazwie ze świecą szukać w Italii, ponieważ każdy Włoch doskonale wie o tym, że sosów mięsnych nie łączy się z makaronem spaghetti! Głos w tej sprawie zabrał nawet obecny burmistrz Bolonii, Virginio Merola, podkreślając, że znana na całym świecie potrawa we Włoszech nie istnieje. Bolońskim odpowiednikiem spaghetti bolognese są tagliatelle al ragù, czyli jajeczne wstążki podawane z mięsnym  i gęstym sosem. 

 

Tortellini bolognesi

 

Makarony w Osteria Broccaindosso

 

7. DWORZEC I LOTNISKO 

Lotnisko Bolonia Marconi znajduje się na tyle blisko centrum, że cała podróż nie powinna zająć więcej niż pół godziny. Najwygodniejszą formą transportu między centrum miasta a lotniskiem jest Aerobus, kursujący co około 10 minut [aktualny rozkład jazdy]. Koszt przejazdu w jedną stronę wynosi 6 EUR.

Bolonia należy do najlepiej skomunikowanych włoskich miast. Dworzec kolejowy Bologna Centrale obsługuje około 58 milionów pasażerów rocznie, a przez Bolonię przejeżdża około 800 pociągów na dobę. W niedalekiej odległości od Bolonii znajdują się inne przepiękne miasta regionu Emilia-Romania, do których łatwo dojechać pociągiem: Ferrara, Ravenna, Modena czy Parma. Jest więc spora szansa, że szybko opuścicie Bolonię i znajdziecie o wiele ciekawszy kierunek podróży – jak już sami się przekonaliście, w tym czerwonym mieście zupełnie nie ma co robić. 

 

Fontanna Neptuna na Piazza Maggiore – jeden z symboli miasta

 

8. A JEŚLI MNIE CHOĆ TROCHĘ ZNACIE…

…to wiecie, że Bolonia jest moim ukochanym miejscem na ziemi, moim drugim domem i miastem, które polecam każdemu. Przybijam wirtualną piątkę wszystkim, którzy odczytali ironię! 😉 

 

Szczęśliwa Marta w Bolonii

Previous Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply