Codzienność, Modeling

MODELKI NA KWARANTANNIE #1

W ostatnich dniach tylko jeden temat napędza media społecznościowe. Kwarantanna, praca zdalna, nie wychodzenie z domu. Prześcigamy się w tworzeniu treści, które dodadzą otuchy, zainspirują do odkurzenia dawnych pasji albo odkrycia nowych. Czytamy książki, na które do tej pory nie starczało nam czasu, nadrabiamy zaległości w filmach i wiecznie odkładanych serialach. Łączymy się online z siłownią albo trenujemy z YouTubem, dzwonimy do osób, z którymi od tygodni próbowaliśmy się umówić. Uczymy się robić mądrzejsze zakupy – żeby starczało na dłużej. Uczymy się gotować – wykorzystując podstawowe produkty. Uczymy się kupować mniej – bo nagle mniej potrzebujmy. Uczymy się być z naszą rodziną – intensywniej niż kiedyś.

Praca zdalna, dzięki której comiesięczna pensja wpływa bez opóźnień na konto, to przywilej tylko części społeczeństwa (głównie pracowników „korpo”). Nikt z nas nie ma pojęcia, co będzie się działo jutro, ale dla niektórych ta niepewność może okazać się zgubna. Nie odkryję Ameryki, pisząc, że spokojniej będą spali pracownicy na etacie, którzy przenieśli laptopy z klimatyzowanych biur na kanapę w salonie. Nie umiem sobie wyobrazić, co w tej chwili czują osoby, które z powodu koronawirusa musiały zamknąć swoje biznesy. Wzruszam się, oglądając zdjęcia moich ulubionych kawiarni, próbujących utrzymać kontakt z klientem online – i utrzymać się na powierzchni. Mimo sporych zapasów jedzenia, w które zaopatrzyliśmy się, żeby ograniczyć wychodzenie z domu, zamawiamy pizzę z lokalnych restauracji – chcemy jakoś im pomóc. Wiem, to niewiele, ale serce mi się kraje, kiedy widzę, z jakimi problemami borykają się przedsiębiorcy.

Pracownicy zatrudnieni na „umowach śmieciowych”, fryzjerzy, kosmetyczki, hotelarze, przewodnicy. Natrafiłam w sieci na wiele komentarzy odnośnie ich trudnej pozycji, ale nikt nie wspomniał do tej pory o sytuacji w modelingu. Czy to ze względu na „mniej ważny” typ zawodu, który wykonują modelki? Bo teraz nikt nie myśli o sesjach zdjęciowych czy pokazach mody. Zgoda. Tylko że dla wielu dziewczyn modeling to jedyne źródło utrzymania, a umowa z agencją nie gwarantuje im regularnej wypłaty. Pieniądze pojawiają się w momencie zlecenia, a większość prac na najbliższe tygodnie została odwołana. Praca modelki to nieustanne podróże, latanie samolotami. Spotykanie się każdego dnia z nowymi osobami.

Poprosiłam kilka zaprzyjaźnionych modelek o komentarz ich obecnej sytuacji. Tak wpływ pandemii na pracę w modelingu komentuje Maria Bednarz z agencji MADE BY MILK:

To trudna sytuacja i czas dla każdego, a świat modelingu i mody też się zatrzymał. Nie ma wyjazdów, kontraktów, prace odwołane, nie wiadomo, kiedy klienci i agencje się odważą, żeby zacząć współpracować ponownie. Bo praca modelek opiera się na częstych podróżach, pracy z zespołem (niekiedy nawet 30-osobowym), każdy ich dotyka, poprawia, więc jest duże ryzyko. Naprawdę zastanawiam się, kiedy znowu to wszystko ruszy. Bo teraz nie możemy pracować zdalnie, musimy to przeczekać i takie osoby jak ja, które pracują tak na full time, mają przechlapane. Ale teraz przynajmniej jestem u sióstr i mam przymusowy urlop, mogę się nacieszyć rodziną. Niestety z tyłu głowy mam wątpliwości, co będzie za miesiąc, dwa, trzy i martwię się.

Magda Jozwowska z agencji SELECTIVE MANAGEMENT opisuje swoje doświadczenia z ostatnich wyjazdów, jednocześnie apelując o pozostanie w domach:

Pracuję jako modelka już ponad 5 lat, więc myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że moje doświadczenie w branży jest duże. Moje ostatnie dwie podróże były w dość kontrowersyjne miejsca pod względem pandemii. Najpierw byłam na kontrakcie w Mediolanie podczas Fashion Weeku, a później wróciłam do Polski i za dwa tygodnie poleciałam do Londynu na kilka dni. Od żadnej agencji nie dostałam informacji, jak zabezpieczać się podczas podróży na castingach czy sesjach. Moja agencja w Mediolanie pracowała do końca.

Już podczas trwania Fashion Weeku, Mr Armani zdecydował się na pokaz bez udziału publiczności, co było świetnym rozwiązaniem. Pokazał swoją kolekcję bez narażania ludzi. Odpowiedzialne podejście!

Dzień przed wylotem z Włoch poszłam do supermarketu. Półki puste, brak pieczywa, warzyw, owoców i wody. Ulice były opustoszałe. Katedra Duomo i samo centrum miasta mody wyglądały jak nigdy. Bez turystów i tłumów ludzi. Wtedy zdałam sobie sprawę, że sytuacja robi się poważna, a kilkanaście dni później to samo zaczynało się dziać w Polsce i innych krajach Europy i świata.

Nie miałam żadnych problemów z moim lotem powrotnym z Mediolanu do domu, ale wracałam, kiedy sytuacja zaczęła robić się dość napięta. Pamiętam, że leciałam z przesiadką w Brukseli i zwróciłam uwagę, że kompletnie nikt nie sprawdził, czy mam gorączkę, podczas kiedy moje koleżanki miały bezpośredni lot do Warszawy i każdy był sprawdzany, zostawiał swoje informacje kontaktowe i dopiero wychodził z samolotu.

Niestety przez obecną sytuację straciłam mnóstwo prac, opcji i direct bookingów. Moja praca totalnie stanęła w miejscu, zresztą jak wiele innych. Ponadto nie mogę pracować w Polsce, ponieważ klienci wykluczają na chwilę obecną modelki, które przyleciały z zagranicy. Dostałam również informację od bookerów, że nawet magazyny mody odwołały swoje sesje.

Szkoda. Patrzę na to, co się dzieje i serca mi pęka. Jestem przekonana, że wszyscy chcą, aby ten koszmar się już skończył. Dlatego apeluję do Was: #stayhome! Wierzę, że każdy z nas traktuje tę sytuację poważnie i nie wychodzi, aby nie rozprzestrzeniać wirusa. Możemy zrobić tylko tyle i aż tyle.

Z drugiej strony tak się zastanawiam i myślę sobie, że nic nie dzieje się bez przyczyny. A może tak miało się stać, żebyśmy się zatrzymali na chwilę i zastanowili, dokąd tak pędzimy? Co jest dla nas ważne? Ile jest warte życie? Jeśli dotychczas narzekałeś na brak czasu, to wygląda na to, że ten argument nagle przestał istnieć. Wykorzystajcie go dobrze!

Kiedy rząd podejmował decyzje o zamykaniu szkół i restauracji, część dziewczyn przebywała na kontraktach poza granicami Polski. Poruszającą historią o przerwanym Fashion Weeku i powrocie do domu podzieliła się ze mną Kasia Łysikowska z agencji UNITED FOR MODELS:

Mój kontrakt w Portugalii był zupełnie inny, niż go sobie wyobrażałam. Wylatując z Polski miesiąc temu, temat wirusa był jeszcze dość odległy, dopiero zaczęto odkrywać pierwsze przypadki zakażenia w Europie. Przyleciałam do Portugalii około 20 lutego i wszystko było w porządku. W agencji rozmawialiśmy o tym, że trzeba być ostrożnym, myć ręce, unikać większych zgromadzeń, ale tak naprawdę nikt jeszcze nie traktował tego tak poważnie. Przede mną były dwa duże eventy: Lisboa Fashion Week i Portugal Fashion Week.

Ten pierwszy (w Lizbonie) zaczął się 5 marca, kiedy to już we Włoszech sytuacja była bardzo napięta, a w Portugalii odnotowano kilkanaście przypadków zachorowań. Na pokazach wszędzie były postawione żele antybakteryjne i… to wszystko. Makijażyści używali oczywiście jednego pędzla na 30 modelek i z łaską brali ode mnie kosmetyczkę z moimi własnymi pędzlami. Na backstage’u było mnóstwo ludzi: modelki, projektanci, fotografowie, makijażyści, fryzjerzy, influencerzy… typowy szał pokazowy.

Za tydzień, tj. 12 marca miał się odbyć Fashion Week w Porto. Ja osobiście obawiałam się tam jechać, ponieważ z dnia na dzień sytuacja zaczęła się coraz bardziej rozwijać. Dzień przed pokazami agencja poinformowała nas, że pokazy odbędą się bez udziału publiczności, a liczba osób na backstage’u zostanie zmniejszona do absolutnego minimum. Na wieść o tym, zdecydowałam się tam pojechać. Pierwszy dzień pokazów był bardzo dziwny, ogromne sale wypełnione tylko garstką ekipy, każdy w masce chirurgicznej (oprócz modelek, gdyż z wiadomych powodów nie mogłyśmy zakrywać twarzy). Pokaz odbył się jedynie z udziałem kilku fotografów i influencerów, łącznie było na pokazie 25-30 osób. Drugi dzień pokazów zaczął się normalnie, znowu z tą samą procedurą, wszędzie żele antybakteryjne, wszędzie makijażyści w maskach. Zrobili mi już włosy, następnie poszłam na makijaż, aż tu nagle słyszę jakieś poruszenie. Niestety nie znam portugalskiego, więc nie wiedziałam, co się stało. Po chwili dowiedziałam się, że cały Fashion Week został odwołany. Trochę się przestraszyłam tą nagłą decyzją, od razu pomyślałam, że na pewno zabrali kogoś z budynku, z podejrzeniem koronawirusa. Na szczęście nic takiego się nie stało, a po prostu rząd w Portugalii zakazał większych zgromadzeń, już nawet na skalę kilkudziesięciu osób. To był piątek, 13 marca.

Po odwołanych pokazach mieliśmy wrócić od razu do Lizbony, z której ja miałam zakupiony lot na niedzielę. To był już mój drugi kupiony lot, pierwszy miałam na poniedziałek, ale ciągle się obawiałam, że nasze władze zamkną granice, dlatego chciałam wracać do kraju jak najszybciej. Wiedziałam, że w tym przypadku każda godzina się liczy, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna. Każdy mi mówił, że moje obawy są nieuzasadnione, bo przecież nie mogą wprowadzić takiego obostrzenia z dnia na dzień. Wracając w piątek do Lizbony, dowiedziałam się, że Polska zamyka granicę i odwołuje wszystkie loty pasażerskie w nocy z soboty na niedzielę. Mój lot miał się odbyć w niedzielę rano. Zaczęłam panikować, dzwonić do agencji matki, do agencji w Portugalii, prosiłam ich o zmianę mojego biletu na sobotę. Niestety każdy był bezradny. Agencja w Portugalii była w kontakcie z kilkunastoma innymi modelkami, które miały podobny problem do mojego, linie lotnicze nie odbierały telefonu, ambasada nie była w stanie udzielić nam jakichkolwiek informacji. Niestety nikt w tamtym momencie nie był w stanie mi pomóc. Tuż po przyjeździe do Lizbony pojechałam na lotnisko, by tam dowiedzieć się czegoś więcej. Po godzinnym staniu w kolejce do biura TAP, udało mi się w końcu dowiedzieć, że jeśli chcę, to mogę jutro od 6 rano „czatować” na bilet powrotny, bo może się okazać, że ktoś nie poleci. Tak zrobiłam i udało się, wróciłam w sobotę rzutem na taśmę, tym samym unikając kwarantanny pod nadzorem policji. Co najciekawsze, panie na lotnisku w Lizbonie zapewniały mnie, że lot niedzielny się odbędzie, bo one nie mają żadnej informacji o jego odwołaniu. Lot się jednak nie odbył, zgodnie z tym, co usłyszeliśmy w piątek.

Ja wróciłam do domu w sobotę i sama odizolowałam się od wszystkich ludzi, by mieć pewność, że nikogo na nic nie narażam. Mam świadomość, że przez ostatnie 2 tygodnie jeździłam pociągami, busami, leciałam samolotem i miałam styczność z wieloma osobami, dlatego takie wyjście uznałam za najrozsądniejsze. Porównując teraz zarówno mentalność mieszkańców, jak i podejście agencji, zdecydowanie bardziej ostrożni wydają mi się Polacy. Po przylocie do Polski miałam potwierdzoną pracę na ten tydzień, jednak została ona odwoła z powodu wirusa. Agencja matka jest ze mną w stałym kontakcie telefonicznym i w trosce o moje i innych zdrowie wyłączają mnie ze wszystkich prac na ten okres, mimo tego, że niektóre sesje się odbywają.

Dziewczyny, dziękuję za Wasze historie! Jesteście wszystkie dzielne, piękne i mądre.

M.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply