Modeling

Pamiętnik modelki – Mediolan #3

4 listopada, 00:15

Ile takich długich, chudych ciał jest w stanie pomieścić jedno miasto? Mam wrażenie, że jesteśmy wszędzie, oblegamy każdy kąt. Podróżujemy metrem, autobusem, tramwajem, jemy w każdej restauracji, pijemy kawę w każdym barze. Wiecznie w pośpiechu, zawsze na czarno. Armia wygłodzonych wieszaków.

Ostatnia marchewka na dziś. Czuję, że tyję i czuję, że chcę – że powinnam – schudnąć. Zjadłam dziś: płatki z mlekiem i bananem, kaszę z tuńczykiem i sosem pomidorowym, sałatkę, jabłko, banana, ze cztery marchewki. Wypiłam sporo herbaty, a rano kawę z mlekiem. Dużo? Mało? Raczej niezbyt kalorycznie. Jeśli na castingi w dalszym ciągu będzie nas zawoził Massimo, podnoszę gruby tyłek z kanapy i ruszam na siłownię.

Wydałam dzisiaj cztery euro na mentolowe slimy i kolejny raz poczułam się z tego powodu dziecinnie. Naiwna gówniara, która smakiem nikotyny buduje pewność siebie.

Byłam okropna dla taty, który słusznie przypomniał mi o konieczności zajrzenia do historii. Odkąd wyleciałam z Polski, moja klasa zdążyła już napisać dwa obszerne sprawdziany, a ja ani razu nie otworzyłam podręcznika schowanego w walizce. Jak zwykle po powrocie będę zarywała noce, żeby nadgonić materiał, żeby im udowodnić – mogę imprezować przez miesiąc, a i tak dostanę piątki.

Chyba zjem jeszcze marchewkę.

Sms od B.: Wracaj już, to osobiście kupię ci marchewki, ile tylko zapragniesz! A jak będziesz grzeczna, to nawet kawałek ogórka w gratisie.

02:06

Już tak późna godzina, a oczy wcale mi się nie kleją. Jutro trzy castingi, lunch z A. i Massimo, a wieczorem Skype z rodzicami i Gadu-Gadu z K. Dni pędzą do przodu, zachodzą na siebie, tygodnie kurczą się ściskane klamrami weekendów. Coraz bliżej powrotu do kochanej codzienności, której się kiedyś bałam.

09:30, Ławeczka Palaczy

Druga kawa, pierwszy papieros – śniadanie jak z przepisu w „Dobrych Radach”. Siedzę na naszej Ławeczce Palaczy, przed wejściem do mieszkania. Na niewielkim dziedzińcu odgradzającym nas od ulicy dzisiaj cicho, spokojnie. Dziewczyny jeszcze odsypiają całonocne imprezy albo pomału rozbudzają ciało gorącym prysznicem. Na kolanach trzymam podręcznik do historii i zaczynam naukę przywilejów szlacheckich. Wieczorem pochwalę się tacie.

11:10

Dwa slimy i w cholerę kawy. Czy ja siebie aż tak bardzo nie lubię? Ogarnij się, Nowacka. Ogarnij się. Za jakieś dziesięć minut muszę obudzić A. – nasz pierwszy casting na dziś o 12:30.

5 listopada, 20:55

To musi być fascynujące – własny, oswojony człowiek do kochania. Zarezerwowane pocałunki, rozmowy na wyłączność, brak limitu na dotyk, prywatny harmonogram spojrzeń. Chciałabym dzisiaj mieć kogoś tylko dla siebie. Spijać z ust czułość, owijać się uśmiechem, schować się w cieple ramion i mieć monopol na seks.

6 listopada, 7:30

Miska płatków z jogurtem i bananem. Wczoraj na kolację przesadziłam z tuńczykiem, ale przynajmniej nie zjadłam już nic przed położeniem się spać. Agencja zorganizowała mi testową sesję od 9 do 12, później mam jeszcze trzy castingi rozsiane po całym mieście. Marzę już o wieczorze i cieple pościeli – całą noc imprezowałyśmy razem z A. Kolejny weekend przegoni poniedziałek i upłyną dwa tygodnie odkąd ostatni raz przykryłam się pościelą we własnym łóżku.

7 listopada, piątek

A. wbiegła do mieszkania podekscytowana.

– Pakuj się – zarządziła, rzucając we mnie torbą.

Jedziemy do Wenecji! Zobaczę miasto na wodzie! Ja, A., Matteo i jego przyjaciel, w którego hotelu będziemy nocować.

10 listopada, 18:31

Staram się pisać regularnie, taki jest zawsze mój pamiętnikowy plan, ale za dużo, za szybko się ostatnio dzieje. Czwartkowa impreza, potem weekend w Wenecji – dziś bieganie po castingach, jutro castingi i testy.

11 listopada, około 23, Ławeczka Palaczy

Dawno mnie tu nie było – w środku nocy, w deszczu. Przerzuciłam się z mentolowych slimów na niebieskie Camele, takie jak pali A. Dowartościowały mnie dzisiejsze testy i wprawiły w na tyle dobry nastrój, że udało mi się bez niepotrzebnych nerwów i kąśliwych uwag porozmawiać z rodzicami.

Odpręża mnie ten papieros i łagodnie wchodzi w głowę – to bardzo dobrze, chcę zaraz wskoczyć do łóżka i nareszcie przespać przepisowe osiem godzin. Jutro sześć castingów, na które mam zamiar odstrzelić się w sukienkę A., delikatnie pomalować i wymodelować włosy. Nabrałam ochoty, by wyglądać coraz lepiej, coraz bardziej dojrzale – zadbać o wizerunek. Dzięki A. i jej włoskim przyjaciołom Milano smakuje inaczej, wchodzi we mnie głęboko i pozwala się poznać.

Obudziłam się rano z paskudnym bólem gardła i zupełnie pozbawiona apetytu, dlatego na śniadanie tylko banan, herbata i tabletki. Na lunch grillowane warzywa z ziemniakami, czarna kawa, dwa Camele. Na kolację wafle ryżowe i cieciorka z puszki. Naiwnie myślałam, że papieros zagłuszy burczenie w brzuchu, ale mimo wszystko nie otwieram już dzisiaj lodówki. Popiję aspirynę gorącą herbatą, wyszoruję zęby i kładę się do łóżka. A. ma 94 centymetry w biodrach. Ciekawe jak u mnie stoją sprawy z wymiarami. Okropnie burczy mi w brzuchu. Walić to. Idę spać.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply