Codzienność

To korpo

Ósma rano, tramwaj numer trzynaście. Ja zaspana, z nieotwartą książką na kolanach, bezmyślnie wyglądająca przez okno. Naprzeciwko mnie siwy pan z kilkuletnim wnuczkiem, przyklejonym do szyby i wskazującym energicznie mijane przez tramwaj budynki.

– To kościół. A to Lidl. Tu dziadek robi zakupy. To duże to urząd miasta. A to Cmentarz Podgórski.

Tramwaj przystanął przed centrum biznesowym, ustępując miejsca skręcającym samochodom i odsłaniając rząd błyszczących w słońcu, niewysokich biurowców. Starszy pan nachylił się w kierunku chłopca i objął go ramieniem.

– A ten czarny budynek, wnusiu – głos dziadka brzmiał teraz złowieszczo i niósł w sobie przestrogę – ten czarny budynek w oddali… to korpo.

Przy ostatnim słowie wnuczek szerzej otworzył oczy. Jego wyobraźnia musiała pracować na najwyższych obrotach – czarny budynek, a w jego tajemnym wnętrzu to złowrogie korpo. Na krótką chwilę odsunął twarz od okna, wyraźnie przestraszony.

Przyglądając się tej scenie, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Sama nasłuchałam się dużo bajek o korpo – chociaż już w starszym wieku. Dokarmiałam wyobraźnię obrazami wielkiej firmy, która na ostatnim miejscu stawia dobro pojedynczych pracowników. Wyobrażałam sobie bezduszną maszynę, która zgniata kreatywność i wypluwa pozbawionych ambicji niewolników. Podczas studiów uważałam się za największą przeciwniczkę korpo. Poszukiwania pierwszej pracy z językami rozpoczęłam więc od małych, lokalnych firm, omijając oferty zagranicznych kolosów. Po kilku miesiącach zrozumiałam, że to nie droga dla mnie, że potrzebuję więcej ludzi dookoła, więcej wyzwań, integracji.

Continue Reading

Słowa

365 dni

Do niedawna, kiedy pytałeś mnie, czym jest miłość i po czym ją poznaję, odpowiadałam z lekkim trudem, że miłość jest wtedy, kiedy martwisz się o drugą osobę i wiele jesteś w stanie dla niej zrobić, bez zastanowienia i nie licząc na rewanż. Głupia byłam, bo i moja miłość była głupia. Nie wiedziałam, że cię kocham tak do końca, bo początkowo kochałam przede wszystkim siebie. Mój hologram rzucany na ścianę zakochanym spojrzeniem mężczyzny. Kochałam swoje szczęście u twojego boku, kochałam przyjemność, którą mi dawałeś pocałunkami i poczucie bezpieczeństwa, kiedy leżałam zwinięta najciaśniej pod tarczą twoich ramion. Kochałam smak nocnych rozmów przy winie i swój policzek pod dotykiem twojej skóry. Siebie kochałam nieustannie, egoistka. Kochałam swoje uczucie do ciebie i dopiero niedawno zrozumiałam, czym tak naprawdę jest miłość.

Continue Reading

Podróże

Bolonia – mój (anty) przewodnik

Nazywana czerwoną od koloru budynków – które są pomarańczowe!, tłustą dzięki niezrozumiałej sławie pierożków tortellini, uczoną – z tak błahego powodu jakim jest obecność najstarszego uniwersytetu na świecie. Czym tu się można zachwycać w tym gąszczu podcieni? Czym delektować oczy wygłodniałego włoskich pejzaży wędrowca? Arkady ciągną się w nieskończoność jak filmy Felliniego, ciężko przez nie podziwiać średniowieczne budowle. Domy pomalowane na jednakowe kolory, wszystkie w odcieniach żółtego, różu i pomarańczu. Trattorie nieprzygotowane na przyjęcie turystów – serwujące dania lokalne, żadnego tourist menu! Jak żyć? Co jeść? Po co zwiedzać Bolonię?

W stolicy regionu Emilia-Romania byłam już tak wiele razy, że z czystym sumieniem mogę jej nie polecać. Aby oszczędzić Wam rozczarowania nieudanym wyjazdem, wypisałam kilka powodów, dla których nie warto odwiedzać Bolonii.

Continue Reading

Słowa

Najkrótsza forma

To nie tak, że już o tobie nie myślę. Jeśli ktoś raz wejdzie ci pod skórę i rozgrzeje w żyłach krew, nie wyrzucisz z głowy wspomnień. Nie wyrzucisz z siebie słów, gestów, gęsiej skórki na ramionach, dotyku, któremu pozwoliłaś zawędrować za daleko.

Muszę wyjść, mówię i staję w drzwiach. Ale wychodzę z siebie.

Stoimy naprzeciwko, ty z rękami w kieszeniach, ja z rękami, które pamiętają, jaki smak ma twoja skóra.

Continue Reading

Codzienność

Nina

Nina przysuwa się nieśmiało w stronę mojej nogi, ociera o nią futerkiem, ale zaraz odskakuje. Fascynująca kotka. Płochliwa, ostrożna i nieufna, choć szukająca kontaktu z człowiekiem. Nie potrafi wysiedzieć w pustym pokoju, chyba że na poduszce Silvii, oswojona zapachem intensywnych perfum, którymi Silvia co rano spryskuje włosy. Najczęściej jednak towarzyszy mi w kuchni, gdzie wskakuje na najwyższe półki i z bezpiecznego dystansu kontroluje wszystkie moje ruchy. Czasami decyduje się na odrobinę szaleństwa i z poziomu czerwonej kanapy, wspięta na tylnych łapkach, zagląda do kuchni sąsiadów z naprzeciwka. Nasza kotka-monitoring.

Kiedyś nam uciekła, prześlizgując się między nogami wchodzących koleżanek. Dziewczyny ściągały płaszcze i kładły na podłodze zakupy na kolację – Nina bezszelestnie wykorzystała okazję. Silvia o niczym nie wiedziała – nocowała poza domem. Pamiętam do tej pory jak ściskał mi się żołądek, kiedy wykrzykiwałyśmy imię kotki, krążąc po słabo oświetlonym patio. Cwana bestia schowała się w donicach, trudno było ją dojrzeć.

Continue Reading