Browsing Tag

Pamiętnik

Codzienność, Modeling

Pamiętnik modelki #1

8 września 2013, 9:28

Pierwsze czynności po przebudzeniu to wejście na wagę, zmierzenie obwodu bioder i wypicie kubka przegotowanej wody z cytryną. Siedzę przy stole w kuchni i oglądam piękny dzień za oknem. Mimo wczesnej godziny słupek rtęci na termometrze dogadania już dwudziestą kreskę. Koniec lata rozpieszcza nas zaskakująco ciepłym weekendem – wykorzystaliśmy go wczoraj obiadem w Złotym Potoku, a dziś planujemy uczcić pieczonkami na działce.

Karmelowa kawa z mlekiem i kolejna próba nauki do egzaminu licencjackiego. Układ sił na współczesnej japońskiej scenie politycznej. Tanoshii. Mam kiepski humor, bo w biodrach 88 cm, a w udach aż 89. Ohyda! Wiem, że ostatnio folgowałam sobie z jedzeniem, szczególnie w nocy, ale żeby dwa ciasteczka, trzy babeczki i cztery czekoladki tak szybko osiedliły się na biodrach? Dlaczego nie mogę utrzymać jednej wagi bez ciągłego myślenia o jedzeniu, bez wyrzutów sumienia i odmawiania słodkości? Dlaczego tyłek nie rośnie od marchewki?

Continue Reading

Codzienność

Zły sen

11 maja 2014

Nienawidzę budzić się snami tak strasznymi, że mimo wczesnej pory już nie potrafię zasnąć. Najgorsze jest tych kilka pierwszych sekund, kiedy senne potwory przegryzają rzeczywistość – zanim zjawy rozpłyną się na jawie, leżę sparaliżowana strachem, obezwładniona koszmarem, w którym brodziłam przed chwilą. Myśli od samego rana nasiąknięte czarnym błotem, śmierdzącymi pomyjami – wstaję lewą nogą.

Zły sen przykleja się do człowieka i trudno go zapomnieć.

Continue Reading

Codzienność

Enjoy today

„I don’t have a plan for the next 10 years, I try to enjoy today. I will let life decide for itself.”
                                                                                             – Carine Roitfeld

7 kwietnia 2014

Dla niektórych powroty do rodzinnego miasta są niczym skazanie na banicję, odcięcie od świata żywych, zapadnięcie w sen zimowy. Podwórko z dzieciństwa staje się czarną dziurą, osiedlowe sklepy przyprawiają o ból głowy, stara szkoła nie budzi rzewnych wspomnień, ale przywodzi na myśl smak rozgryzanego pieprzu. Spotkania ze znajomymi obfitują w rozbujane rozmowy o tym, jak dobrze było uciec z tej dziury do stolicy. Mnie w domu jest póki co dobrze i spokojnie, bezpiecznie, niespiesznie, zupełnie bezstresowo. Dużo czytam, odwiedzam zapomniane biblioteki, wychodzę rano na zakupy i kupuję w piekarni świeżutkie pieczywo. Czasami wymagam od życia bardzo wiele, a niekiedy tak mało potrzeba mi do szczęścia.

Continue Reading

Modeling

Czekając na samolot

2.02.2014, lotnisko Charles de Gaulle
Jeszcze ponad godzina do otwarcia bramki. Rozszyfrowałam japońskie napisy wyświetlane obok francuskich i angielskich na tablicy informacyjnej – znaczenie było oczywiście takie samo we wszystkich trzech językach, jednak cały komunikat został zapisany w znakach, więc próbowałam odkurzyć w zakamarkach pamięci właściwe odczytania kanji.  Kupiłam colę za 3,20 euro i wodę Evian za dwa. Włączam nowy odcinek serialu, podświadomie podsłuchując rozmowy gromadzących się dookoła Japończyków. Rozumiem niewiele, zaledwie pojedyncze słowa, ale wszystko w swoim czasie. Muszę się osłuchać i przede wszystkim przestawić na japoński sposób konstruowania zdań. Lotnisko w Paryżu nalicza sobie opłaty za połączenie z Internetem, więc pozostają mi seriale, gazety i książki.

Continue Reading

Codzienność

Ordinary love

13 grudnia 2013

Jestem ostatnio jeszcze bardziej sentymentalna, wzruszam się często, a najczęściej wzruszają mnie miejsca. Spaceruję po brudnych chodnikach Częstochowy i widzę wciąż odbite podeszwy starych butów. Przed oczami mam migawki roześmianych twarzy, w uszach wielkie hity, przy których tańczyliśmy. Przelotne znajomości, nieprzemyślane smsy, pijane piątki, leniwe niedziele.

Jeziorko-bajorko, przy którym biegaliśmy. We dwójkę motywacja wzrasta o 100%, a intensywne dyskusje nie przeszkadzały nam wcale w łapaniu zdyszanych oddechów. Obłęd. Pamiętam, jak byłam dumna, że po powrocie do domu, mimo burczącego brzucha, zjadłam tylko owoce. Zadzwoniłeś i śmialiśmy się z mojej pozornej mądrości, bo przecież było już późno, a owoce to cukry.

Wczoraj jeszcze Kraków, słoneczny, rozkoszny. To miasto od zawsze napełniało mnie poczuciem optymizmu, beztroską powolnością i błogim lenistwem. Dziękuję Wam wszystkim za kilka świetnych dni, za rozpustę kulturalną i kulinarny orgazm. Na obu sesjach odwaliliśmy kawał dobrej roboty, mam nadzieję, że każdy wyszedł z nich zadowolony. Ja jak zawsze po cichutku doceniam każde słowo, jak zwykle układam w głowie wesołe wspomnienia, a do Krakowa będę pewnie wracać coraz częściej.