Modeling

A(n)na

Zauważyłam ostatnio, że na Wieszak zagląda kilka autorek blogów o anoreksji – o walce z nią lub też, co mnie bardzo zaniepokoiło, trudnej przyjaźni z „aną”. Z przerażeniem zagłębiłam się w ich posty i po dłuższym czasie postanowiłam napisać na ten temat. Wiem, że pisanie o chorobie, z którą się nigdy bezpośrednio nie zmagało może wydać się niewłaściwe – mam nadzieję, że nikogo nie urażę i że zrozumiecie. Tekst powstał po wnikliwej lekturze kilku blogów o tej tematyce i jest moją próbą analizy tego, co dzieje się w zatrutej odchudzaniem głowie.

Moja  przyjaciółka ma na imię An(n)a. Zjawiła się u mnie przeszło dwa lata temu i od tamtej pory jesteśmy nierozłączne.  Dzięki niej stałam się zupełnie innym człowiekiem. Tak wiele jej zawdzięczam – nie zrozumiesz tego, nawet, jeśli ci wytłumaczę. Nieważne, jak długo i namiętnie wykładałabym ci wszystkie argumenty „za” – ty i tak zawsze znajdziesz jakiś „przeciw”. Ile to już razy próbowano nas rozdzielić, jak wieloma metodami mącić w naszej przyjaźni. Ona nie odejdzie – to najwierniejsza towarzyszka.

Dopóki nie poznałam An(n)y moje życie miało smak ołowiu, kolor jesiennego poranka i dźwięk tłuczonej szklanki. Każdego dnia budziłam się z myślą o niedorzeczności własnej egzystencji, o absolutnym braku logiki we wszechświecie, który wypluwa z siebie stworzenia tak przykre, jak ja. Mój dom wypełniały pułapki w postaci ukrytych luster. Nie potrafiłam ich zignorować, choć prawdziwych luster pozbyłam się już dawno. Przeszklone drzwi bezczelnie łapały moje odbicie, połyskliwy okap nad kuchnią zniekształcał rysy twarzy. Przemykałam więc po domu niczym żołnierz na polu walki, ukrywając się przed wrogiem – świadomością siebie samej.

Dwa lata temu An(n)a pochyliła się nade mną, podała pomocną dłoń i pomogła mi wstać. Uczepiłam się jej rad, niby rzep psiego ogona, ale ona nie protestowała nawet wtedy, gdy nic nie dając w zamian, wymagałam wciąż więcej. Chciałam świętego spokoju i żeby nas w końcu zostawili same. Czy naprawdę tak trudno było zauważyć, że jesteśmy dla siebie stworzone? Ona nie istniałaby beze mnie, ja nie mogłam już dłużej funkcjonować bez niej.

An(na) mówi: możesz być piękna. To bardzo proste, mówi, to taka łatwa droga. Nie męcz się ze sobą, już męczysz się z innymi, możesz być piękna, tłumaczy, tylko zacznij liczyć kalorie. Słucham An(n)y, bo tylko jej słowa trafiają  jak proca do celu. Jest moją królową, a ja wiernie i chętnie wykonuję rozkazy. Ona jedna słucha i rozumie, wie, że muszę dbać o siebie, że nie można całe życie ukrywać się przed lustrami.

Etykiety na produktach spożywczych są sprzymierzeńcami. Ich codzienna analiza porządkuje mój bałagan, uciszała hałas w głowie, który wcześniej nie ustawał. Tabele kalorii niczego nie ukrywają, mówią wprost: zjedz batona, a przytyjesz – teraz, zaraz, dziś. Nie zawiodą i nie zdradzą. Można na nich polegać. Obserwowałam ludzi w sklepach. Nikt z nich nie czytał etykiet. Nikogo nie obchodził skład produktów wkładanych do koszyka. Myślałam sobie wtedy, jak to dobrze, że mam An(n)ę. O ile bogatsza się stałam, znając pułapki kalorii, potrafiąc je odszukać w najmniej oczywistych miejscach. Najpiękniejsza jest jednak świadomość, że nareszcie coś kontroluję, głód jest moim podwładnym, a ja jego królową.

An(n)a nie mówi: spójrz w lustro, jesteś piękna. An(n)a mówi: nie patrz w lustro, wejdź na wagę, kiedyś w końcu będziesz piękna.

Moja przyjaciółka ma na imię An(n)a i jest to przyjaźń aż po grób.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

22 komentarze

  • Reply Heels Lover Grudzień 17, 2012 at 9:03 pm

    Właśnie zawsze tego się najbardziej bałam. Nieszczęście jest blisko nas. Moja koleżanka ze szkoły wylądowała w Warszawie na zamkniętym oddziale, a ja… nawet nie zauważyłam, że jej nie ma. Wróciła po kilku miesiącach. I wcale nie chciała być modelką ani super gwiazdą. W przeciągu kilku miesięcy zmarło kilka bliskich jej osób. Do tego doszły problemy z ocenami w szkole i samotność. Tak bardzo wyniszczająca. :<

  • Reply Dietetycznie. Moja rzeczywistość. Grudzień 17, 2012 at 9:08 pm

    też ostatnio często czytam tego typu blogi, trafiłam na nie w ten sam sposób jak Ty,
    zaszokowały mnie i przeraziły
    napisałaś bardzo dobry tekst

  • Reply Anonimowy Grudzień 17, 2012 at 9:09 pm

    ona nie mówi :będziesz piękna.
    ona mówi: jesteś obrzydliwą grubaską, za dużo zjadłaś, nie jedz
    zmusza do ćwiczeń..

    • Reply mh Grudzień 18, 2012 at 3:25 pm

      i jeszcze: "Nie jedz, to będziesz silna. Jesz, więc jesteś słaba".

  • Reply CocoChin Grudzień 17, 2012 at 9:15 pm

    Bardzo obrazowe.
    Moja koleżanka jednak wyszła z anoreksji, więc jest to możliwe i tego życzę wszystkim chorym 🙂

  • Reply whiness Grudzień 17, 2012 at 9:16 pm

    Na mojego bloga też zagląda wiele osób prowadzących blogi, gdzie wśród tematów swoje miejsce ma anoreksja. Czasem zastanawiam się, co w moim blogu analizują te osoby, na jakie aspekty zwracają swoją uwagę.
    Pięknie-strasznie to napisałaś. Ten tekst bardzo mnie poruszył. Jest smutny, ale jednocześnie Twój styl pisania jest lekki jak piórko, zaczynam czytać i nie mogę się otrząsnąć, kiedy zatrzymuję się na ostatnim słowie końcowego akapitu. Pomijając czujną i wrażliwą naturę, zdolność odbioru, masz wielki talent do pisania. 🙂

  • Reply Magda Grudzień 17, 2012 at 9:51 pm

    "Przyjaźń aż po grób".
    Nic dodać, nic ująć.
    Pięknie piszesz. Nawet o tak trudnych tematach.

  • Reply saharu Grudzień 18, 2012 at 7:25 am

    mnie wystęuje inna wersja ,objadanie się i ,…..

  • Reply Anna M. Grudzień 18, 2012 at 8:32 am

    Rozbraja mnie to jak piszesz. Jesteś fenomenalna 🙂

  • Reply Jey Grudzień 18, 2012 at 10:09 am

    Tak pięknie, a zarazem tak strasznie..

  • Reply Dasia Grudzień 18, 2012 at 10:15 am

    Ostatnio też trafiłam na blogi tego typu. Jestem chudzielcem, ale ich zdjęcia i wagi mnie zszokowały.

  • Reply Anonimowy Grudzień 18, 2012 at 1:33 pm

    Anoreksja to przerażająca i potrafiąca zniszczyć choroba, ujęłaś ją bardzo trafnie. Współczuje dziewczyną, które się z nią zmagają, tak naprawdę nigdy się do końca z niej nie wyleczą, A.

  • Reply mh Grudzień 18, 2012 at 3:26 pm

    Dobry tekst, dodałabym parę rzeczy,ale co za dużo to niezdrowo, a internet ma uszy i potrafi analizować.

    Pozdrawiam cię cieplutko:*

  • Reply kasiaa Grudzień 18, 2012 at 5:09 pm

    Świetny post 😉 Teraz też obracam się w tym świecie, ale on tylko nieznacznie wpłynął na postrzeganie samej siebie. Przebywałam dużo z osobą która choruje na anoreksje i wpadłam. Zawsze chciałam przytyć i zawsze czułam się niekobieco, ale często nie chodzi tylko o wygląd i jedzenie, ale o kontrolę i zajmowanie mózgu jedzeniem a nie innymi problemami.Nie miałam poważnej anoreksji bo w porę zdążyłam się otrząsnąć, ale naprawde nie trudno zachorować.

  • Reply Anonimowy Grudzień 18, 2012 at 6:50 pm

    Mam pytanie niezwiązane z tematem i również nie ispirowałam się tytułem postu, przeglądałam zdjęcia na fanpage'u i.. Jaki masz stosunek do Anji Rubik? Lubisz ją jako modelke, cenisz? Wydaje mi się, że nie jesteś jej fanką. Dlaczego?

    pzdr, n.

    • Reply cote Grudzień 19, 2012 at 12:21 pm

      Uważam, że jest wspaniałą modelką i zaszła tak daleko dzięki bardzo ciężkiej pracy. Podziwiam to, jak wiele udało jej się osiągnąć, co nie zmienia faktu, że nie należę do fanów jej wiecznie otwartych ust i lekko końskiej urody.

  • Reply babooshki Grudzień 18, 2012 at 6:57 pm

    Pointa jest świetna…i jeśli się komuś podoba to znaczy, że nie jest ogarnięty chorobą, jeśli natomiast ktoś jest chory, to niestety , wydaje mi się , że nie przyjrzy się jej sensowi z namysłem, bo zwyczajnie w inny sposób postrzega świat – siebie. Wydaje mi się, że to jedna z przykrzejszych chorób, jakie mogą spotkać (młodego) człowieka.

  • Reply Madeleine Grudzień 19, 2012 at 6:20 pm

    Dziękuję Ci za tego bloga.
    Trafiłam jak zwykle przez przypadek, ale pozostanę dłużej 🙂
    Fajnie, że wreszcie ktoś pisze "o tym całym świecie modowym" od drugiej strony. Zawsze mnie to fascynowało, jednak osobiście nie było i nie będzie mi dane sprawdzić. Nie ta figura 🙂 Lecz teraz wieści z pierwszej ręki 🙂
    Bardzo cieszy mnie również fakt, że pochodzisz z Częstochowy, jak ja. Jakoś tak raźniej:)
    Udanego wieczoru!

  • Reply Fashionectic Grudzień 20, 2012 at 9:32 pm

    Boże…moja przyjaciółka cierpi na anoreksję…ja od 4 lat mam wyrzuty sumienia że nie zauważyłam tego odrobinę wcześniej..może udałoby mi się ja uratować :`( znaazłam tego bloga do którego aluzją jest twój tekst…napisałam jej dłuuugi komentarz, mam nadzieję że go przeczyta i może się zastanowi…tak bardzo chce mi się płakać nad dziewczynami które w to wchodzą… 🙁

  • Reply Carolyna Grudzień 27, 2012 at 3:21 pm

    Anoreksja to straszna choroba, tak latwo jest przegapic moment w ktorym chora osoba jest na takim etapie, w ktorym cieko jest cos zrobic. Rewelacyjny post

  • Reply KamilaS Grudzień 30, 2012 at 6:11 pm

    Miałam pisać magisterkę o "Motylkach", ale po zagłębieniu się w temat stwierdziłam, że to nie na moją psychę. Ja bym chciała każdą z dziewczyn ratować, ale większość z nich jeszcze nie wie, że chce pomocy.. Okropna choroba, choroba duszy 🙁

    Bardzo zainteresował mnie Twój blog, obserwuję i będę zaglądać.

  • Reply Anonimowy Marzec 19, 2015 at 12:42 pm

    Bardzo się cieszę że poruszyłaś ten temat.. ponieważ coraz więcej osób (przeważnie nastolatek) zaczyna taką "zabawę" z głodówkami, ćwiczeniami aż po omdlenia, robieniem folderów w komputerze nadającym tytuł "thinspiracje" a w nich zamieszka zdjęcie umierających z głodu osób, lub nienaturalnie chudych modelek na wybiegu. Myślą że jak zgubią kilka kilogramów zakończą dietę (przerwą przyjaźń z Aną) lecz później okazuję się że wcale nie tak łatwo jest zaprzestać odchudzanie.. nasz cel wagowy ciągle zostaje obniżony w dół a wszystko kręci się wyłącznie wokół jedzenia i co najważniejsze kalorii, szkoła, rodzina czy nasze pasje odchodzą w niepamięć.. Niektóre dziewczyny będąc na pograniczu życia i śmierci zdobędą odwagę by przyznać się że to choroba i zdecydują się walczyć, ale aż 25 % niewinnie umiera, przypominając szkielet z lekcji biologii.. a przecież chodziło im tylko o to by wyglądać pięknie..
    Ana to najgorszy wróg jakiego spotkałam w swoim życiu, niestety nie tak łatwo jest się wyplątać z jej sideł..
    Ważąc niespełna 37 kilogramów, wreszcie mogę przyznać że jestem chora.. Każdy dzień to walka o moje dawne życie..
    Mam nadzieję że dziewczyny "pro-ana" natką się na moje wypociny i może coś zrozumieją..?

    Pozdrawiam, świetny blog.

  • Leave a Reply