Codzienność, Modeling

Jesteś tym, co jesz

MODELKA

– Za mało pracujesz, darling. Musisz wyszczuplić sylwetkę – słyszy Simona od paryskiej agentki modelek. Nerwowym gestem poprawia włosy i wygładza sukienkę, w jej oczach pojawia się rozczarowanie i niezrozumienie. Słowa agentki osiadają na skórze Simony – niczym zwarty szereg niewidzialnych żołnierzy wędrują ku głowie. Litera za literą wpadają do gardła i po miękkim tunelu przełyku posuwają się w dół.

– Przykro mi – mówi cicho Simona, czując lekkie mrowienie w żołądku. Nie może wiedzieć, że w jej płaskim, napiętym brzuchu rozbija się armia wrogo nastawionych słów.

Wychodzi z agencji i z coraz cięższym żołądkiem kieruje swoje kroki do pobliskiej restauracji. Myśli: to mrowienie to głód. W każdej szybie widzi zniekształcone odbicie, nienaturalnie długie nogi, wąską talię, mały biust. Chciałaby wziąć głęboki zamach i roztrzaskać tę sylwetkę, dać nauczkę ciału, które przyniosło jej wstyd.  

Restauracyjne menu jest pełne pułapek – pod każdą niewinną nazwą sałaty czai się zdradliwy sos. Mrowienie w żołądku przybiera na sile, kiedy wzrok Simony wędruje od przystawek do karty win. Słowa podgryzają ciepłe ściany żołądka, czekając na wyrzuty sumienia, które zaostrzają głód.

Simona zamawia sałatę z indykiem, lecz po chwili zmienia zdanie i powraca do menu. Wskazuje palcem wybrane pozycje, bojąc się wypowiadania na głos nieprzyzwoitych słów. Na przystawkę zupa rybna, talerz serów i foie gras. Risotto z mięsem małży, ozór wołowy w kremie, do tego karafka wina, a na deser crème brûlée. Rozgląda się dookoła, kiedy kelner przynosi karafkę. Żadnych znajomych twarzy. Jest bezpieczna. Może jeść.

 

AKTORKA

– Do tej roli potrzebujemy młodszej, szczuplejszej aktorki – słyszy Kaja od uśmiechającej się niewinnie kobiety w dopasowanej spódnicy i koszuli z jedwabiu. Kaja chciałaby chwycić trzymany przez kobietę kubek i wylać jego zawartość na tę błyszczącą koszulę. Chciałaby uderzyć pięścią w stół i wykrzyczeć: mogę schudnąć! Zamiast tego mówi cicho: oczywiście, rozumiem. Zamyka za sobą drzwi i pociera dłońmi ramiona, ale wstyd już przykleił się do skóry – mrowi jak świeży tatuaż.

Kaja szuka wzrokiem łazienki. Przeciska się przez korytarz pełen młodych i szczupłych kobiet, których ciała onieśmielają Kaję. Są jędrne, gładkie i wiotkie.

Lustro w łazience ma nierówną powierzchnię i nitki pęknięć na rogach. Kaja ogląda swoją twarz bardzo uważnie. Przejeżdża palcami po skroniach. Widzi pierwsze wgłębienia na skórze wyżłobione ręką czasu. Studiuje krzywiznę nosa i rozsypane na nim piegi – pamiątki po słonecznych wakacjach nad morzem. Dotyka cieniutkiej jak bibułka skóry okalającej oczy. Rozchyla usta. Przygląda się zębom. Wystawia do lustra język.

Wychodząc z łazienki, Kaja czuje nagłe pieczenie w przełyku. Odbite rykoszetem słowa wpadają do brzucha – twarde, ostre i zimne jak odłamki skał.

 

TANCERKA

– Masz za grube łydki – słyszy Aniela od kierowniczki baletu. – Musisz wyjść z pierwszego rzędu i przesunąć się do tyłu.

Aniela spogląda na swoje nogi i próbuje zrozumieć. Tak bardzo uważa, tak bardzo się stara, tak bardzo pilnuje. Czuje jak wzbiera w niej fala obrzydzenia do wystających z tułowia patyków. Przyklejone do pośladków kije. Tłuste, paskudne, krzywe. Nie podnosząc wzroku, cofa się do ostatniego rzędu za plecami koleżanek. Przed oczami Anieli wyrasta las idealnych łydek. Szczupłych, uroczych, zgrabnych.

Idealne łydki koleżanek z zespołu zaczynają się poruszać. Prawo, lewo, góra, dół. Aniela przestaje nadążać. Gubi rytm, plącze kroki, obraca się niezgrabnie. Ma wrażenie, że rosnący ciężar nóg przygniata jej talent. Im więcej ciała dostrzega na łydkach, tym gorzej słyszy muzykę. Czuje dziwne mrowienie w gardle i pieczenie w przełyku.

Słowa kierowniczki opadają na dno brzucha Anieli. Odbijają się od ścian żołądka jak gumowe piłeczki. Kilku literom udaje się uciec z ust Anieli czkawką. Te, które zostaną – zostaną na zawsze.

 

Podobno jesteś tym, co jesz. Jeśli to prawda, kilka lat temu byłabym smukłą i jędrną marchewką. Dzisiaj miałabym miękkie, nierówne brzegi drożdżowego ciała pizzy. Usta – czerwone lub słomkowe, w zależności od koloru wina w pękatym brzuchu kieliszka.

Z biegiem lat utwierdzam się w przekonaniu, że nie jesteś tym, co jesz, ale tym, czym nakarmili cię inni.

Masz za grube uda. Masz za duże stopy. Masz za chude ręce. Masz za smutne oczy. Jesteś dziwny. Jesteś słaba. Jesteś niewystarczający. Tak nie można. Tak powinnaś. Zbyt dziecinny. Zbyt radosna.

Jesteśmy słowami, które wpadły nam do ust i nie zostały strawione. Ciężkimi zdaniami, zalegającymi w żołądku jak bolesne kamienie. Jesteśmy rzeką myśli, które wlano nam do gardła. Wyglądamy jak słowa. Wyglądamy jak zdania. „Jesteś tym, co jesz” powinno mobilizować do dbania o dobrą dietę. „Jesteś tym, co mówisz” powinno mobilizować do bycia dobrym człowiekiem.

 

M.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments