Słowa, Włochy

Znaki zapytania

To mogło wydarzyć się wszędzie. W Cutigliano, Vespignano, Vicchio, Monticchiello. Każdym miasteczku, którego kamienne domy rozsypane na wzgórzach. W którym chleb pozbawiony soli, z miękkim i pulchnym wnętrzem. Świeżo wyprane koszule nad głowami przechodniów. Zapach kawy. Kolor wina. Koty drzemiące na murach.

To mogło wydarzyć się wszędzie, ale zdarzyło się tutaj. W rozgrzanych wrześniowym słońcem, toskańskich winnicach.

Jak wyglądają twoje dni? Pytali, kiedy dzwoniłam do domu. Wciąż myśleli, że uciekłam – po kryjomu, jak tchórz. Chciałam im wytłumaczyć, że każdy ciągle ucieka. Od chaosu, od tęsknoty, od wyrzutów sumienia. Moje dni są bardzo ładne, odpowiadałam zdawkowo. Nigdy nie mówiłam “piękne”. Bałam się tego słowa. Zanim zaczęło się lato, żyłam tylko przyszłością. Sukcesem, który się zbliżał. Który miał mnie uspokoić. Czegoś mi brakowało, szukałam nowych emocji. Byłam znakiem zapytania – udającym pewność kropki.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Powroty

Zawsze lubiłam powroty. Do Polski, do domu, do poczucia bezpieczeństwa. Do tego, co było stałe. Najlepiej znane. Najdroższe. I może pamiętam powroty lepiej niż wszystkie rozstania. Kiedy ostatnie uściski dłoni, kruszące się w ustach słowa. Spojrzenia pełne obaw, chowane na dno walizki. I wypowiadane cicho: nie martw się, będzie dobrze.

Lotniska wyglądały inaczej, kiedy wracałam do domu. Samoloty z lekkością odrywały się od ziemi, czas w powietrzu przyspieszał, smutek zostawał na dole. Stawałam się oczekiwaniem, pęczniałam z tęsknoty. Zamykałam oczy i widziałam twarze mamy i taty.

Tamten powrót z Barcelony. Odebrał mnie tylko tata. A ja wróciłam pełna strachu – i nowych emocji. Z nadszarpniętym po raz kolejny poczuciem własnej wartości. Ale przecież był tamten wieczór. Kiedy gwiazdy i pusta plaża. Kiedy myślałam, że wszystko wolno. Kiedy niewiele myślałam. Jechaliśmy do Częstochowy – zachwycałam się zielenią. Takiej zieleni nie było w Tokio. Nowym Jorku. Mediolanie.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Odchodzenie

Mieszkanie babci i dziadka. Stare osiedle. Stare, nieładne bloki. Dziadek schodzi do piwnicy z pustym wiaderkiem, wraca z wiaderkiem wypełnionym węglem, który ląduje w kaflowym piecu. Huśtam się na huśtawce – zawieszonej na dwóch metalowych hakach między kuchnią a salonem. I wymyślam odległe światy, wymyślam bajki, historie. Huśtawka skrzypi, dziadek czyta gazetę, babcia krząta się w kuchni. Pachnie. Pachnie z kuchni, pachnie spokojem, pachnie bezpieczeństwem, domem. Martuniu, mówi babcia. Czekam, aż przyjdzie S.

Wchodzimy pod stół, stół to nasza baza, magiczna kryjówka, schron. U góry rozmowy rodziców, stukanie kieliszków, zapachy. Zapachy nad nami, nad nami stół z kompotem, modra kapusta, rolady, parujące kluski śląskie. Po obiedzie maszkiety. Czasem tata i wujek rozmawiają po śląsku, śmiejemy się, śląski jest śmieszny, lubimy go słuchać. To trochę nasze dzieciństwo, trochę jesteśmy Ślązaczki, osiedle w Piekarach Śląskich to trochę mój dom.

Continue Reading