All Posts By

Marta

Codzienność, Modeling

Jesteś tym, co jesz

MODELKA

– Za mało pracujesz, darling. Musisz wyszczuplić sylwetkę – słyszy Simona od paryskiej agentki modelek. Nerwowym gestem poprawia włosy i wygładza sukienkę, w jej oczach pojawia się rozczarowanie i niezrozumienie. Słowa agentki osiadają na skórze Simony – niczym zwarty szereg niewidzialnych żołnierzy wędrują ku głowie. Litera za literą wpadają do gardła i po miękkim tunelu przełyku posuwają się w dół.

– Przykro mi – mówi cicho Simona, czując lekkie mrowienie w żołądku. Nie może wiedzieć, że w jej płaskim, napiętym brzuchu rozbija się armia wrogo nastawionych słów.

Wychodzi z agencji i z coraz cięższym żołądkiem kieruje swoje kroki do pobliskiej restauracji. Myśli: to mrowienie to głód. W każdej szybie widzi zniekształcone odbicie, nienaturalnie długie nogi, wąską talię, mały biust. Chciałaby wziąć głęboki zamach i roztrzaskać tę sylwetkę, dać nauczkę ciału, które przyniosło jej wstyd.  

Restauracyjne menu jest pełne pułapek – pod każdą niewinną nazwą sałaty czai się zdradliwy sos. Mrowienie w żołądku przybiera na sile, kiedy wzrok Simony wędruje od przystawek do karty win. Słowa podgryzają ciepłe ściany żołądka, czekając na wyrzuty sumienia, które zaostrzają głód.

Simona zamawia sałatę z indykiem, lecz po chwili zmienia zdanie i powraca do menu. Wskazuje palcem wybrane pozycje, bojąc się wypowiadania na głos nieprzyzwoitych słów. Na przystawkę zupa rybna, talerz serów i foie gras. Risotto z mięsem małży, ozór wołowy w kremie, do tego karafka wina, a na deser crème brûlée. Rozgląda się dookoła, kiedy kelner przynosi karafkę. Żadnych znajomych twarzy. Jest bezpieczna. Może jeść.

Continue Reading

Codzienność, Podróże

800 kilometrów

Osiemset kilometrów. Mniej więcej tyle wynosi trasa, jaką pokonaliśmy w tegoroczne wakacje: z Juraty, gdzie spędziliśmy pierwszą połowę urlopu, do Rymanowa-Zdroju, w którym mieszkaliśmy przez kolejne siedem dni. Dwa tygodnie, dwa kierunki, dwa zupełnie różne miejsca. Wakacje w Polsce to nuda? Tylko jeśli brakuje nam wrażliwości na piękno i nie potrafimy docenić różnorodności natury.

Pod pierwszym zdjęciem z wakacji, które opublikowałam na swoim Instagramie, napisałam:

„Kiedyś mi się wydawało, że jestem górską dziewczyną. Dziadkowie mieli w Rabce starą góralską chatę, do której jeździliśmy odkąd skończyłam dwa miesiące. Wakacje z rodzicami to dla mnie wędrówki po górach i przez całe lata nie wyobrażałam sobie urlopu bez szarlotki w schronisku. Kiedy poznałam P., zmieniłam wakacyjny kierunek i zaczęłam uczyć się tradycji pielęgnowanych przez jego rodzinę. A mój mąż odkąd pamięta jeździł nad polskie morze.

Dzisiaj leżę na plaży w Juracie i nie mogę się nadziwić, że przez tyle lat młodości nie ciągnęło mnie nad Bałtyk. Lubię imię naszego morza, jego zadziorny charakter, kolor fal i miękkość piasku obmywanego przez wodę. Nie rezygnuję z gór – w te wakacje planuję odwiedzić Bieszczady i Pieniny. Mam to szczęście, że od ukochanych Tatr dzieli mnie półtorej godziny.

My, Polacy, powinniśmy móc nazywać siebie szczęściarzami – żyjemy w kraju, który zachwyca i morzem i górami. Ja w tym roku jeszcze bardziej doceniam piękną Polskę. Nie Polskę polityków, prawicowców, lewicowców. Nie Polskę, która potrafi dzielić, ale nie nauczyła się łączyć. Polskę tak różnorodną, jak różni są jej mieszkańcy. Polskę, która każdego zaprasza na wakacje.”

Continue Reading

Słowa

Porcelana

Co zapamiętałaś z naszego ostatniego spotkania? Kochana. Kochana. Pamiętam Twoją czerwoną sukienkę, lekkość tkaniny, na której wyrastały kwiaty – Twoje kolana, dziewczęco okrągłe i śmiejące się dziko oczy. Kręciłaś włosy na papiloty, ale poddawały się z oporem. Lubiłem ich ciężar. Pachniały latem i zbożem.

– Co zapamiętałaś z naszego ostatniego spotkania? – zapytał mężczyzna, kiedy usiedli przy stole. Kobieta oparła laskę o róg krzesła, rozglądając się dookoła. Jej wzrok wędrował po ścianach wyklejonych jasną tapetą i kredensie z witryną wykończoną ozdobnymi szprosami.

– Moja pamięć szwankuje – odpowiedziała, odwracając pomału głowę. – Pamiętam moje zdziwienie twoimi siwymi włosami. Pamiętam śpiew ptaków i wiosnę.

Za przeszkloną witryną błyszczały oprawione w ramy zdjęcia. Na większości zdjęć uśmiechała się do nich twarz tego samego dziecka.

– To ja zaparzę mięty z ogrodu i przyniosę herbatniki – mężczyzna podniósł się z trudem z krzesła i pokuśtykał do kuchni. Kobieta obserwowała jego zgarbione plecy, kiedy wychodził z pokoju. Pomyślała, że przygniata go zbyt wielka mądrość. Zbyt wielkie piękno i dobro.

Continue Reading

Codzienność

Praca pilota wycieczek – po co mi to było?

Czy praca modelki ma coś wspólnego z pracą pilota wycieczek? Być może Cię zaskoczę, ale – tak. W obu zawodach nieustannie poznajesz nowych ludzi i nie masz pewności, jak rozwinie się Twój dzień. Oba zawody są odpowiednie dla osób lubiących wyzwania, nieprzewidywalność jutra i życie w ciągłym biegu. Oj tak, wspólnym mianownikiem dla obu zawodów jest na pewno pośpiech i bieg. Praca pilota wycieczek to pogoń za turystami. Praca modelki – codzienna bieganina pomiędzy castingami. W modelingu nasza twarz to płótno dla fotografa, w turystyce nasza twarz to czyjeś wakacyjne wspomnienie. W obu zawodach przydają się trzy elementy: cierpliwość, szeroki uśmiech i znajomość języków.

Skąd wziął się pomysł na pilotowanie wycieczek? Szukałam pracy z językami, którą mogłabym pogodzić z licencjatem. Praca w turystyce oferowała elastyczne godziny, sama rozpisywałam swój grafik z miesięcznym wyprzedzeniem. Na moim identyfikatorze widniały trzy języki: angielski, włoski, hiszpański i cieszyłam się, że mogę wykorzystywać je wszystkie (brakowało jeszcze tylko języka japońskiego). Najczęściej zajmowałam się wycieczkami z Hiszpanii oraz Włoch, czyli tymi, które przez cały zespół pilotów uznawane były za najgłośniejsze, najmniej zorganizowane i najbardziej problematyczne.

Continue Reading

Włochy

Alessandro Baricco – “Jedwab” i inne książki

W Nieznośnej lekkości bytu Milan Kundera pisał, że miłość może się narodzić z jednej metafory. Lubię myśleć, że moja miłość do słów przelewanych na papier przez Alessandra Baricco zrodziła się z metafory niezwykle ładnej i oryginalnej.

Marcie – na pamiątkę wspólnej bolońskiej przygody.

Taką dedykacją pożegnała mnie kochana U., z którą miałam szczęście spędzić większą część Erasmusa. Dedykacja znajduje się na pierwszej stronie książki, którą dostałam od U. tuż przed wylotem z Bolonii. Książka ta została napisana przez włoskiego pisarza pochodzącego z Turynu, Alessandra Baricco i nosi tytuł Seta (na półkach polskich księgarni szukajcie tytułu Jedwab).

U. wybrała właśnie tę książkę ze względu na tematykę: włoski pisarz opowiadający o dziewiętnastowiecznej Japonii. Trudna miłość i piękno dawnej, tajemniczej Japonii opisane w moim ukochanym języku – to musiało się skończyć niegasnącym zachwytem.

Czytałam Jedwab, opuszczając miasto, które już na zawsze będzie kojarzyło mi się z radosnym odkrywaniem. Opuszczając jedyny kraj, w którym moje serce zaczyna bić szybciej. Opuszczając nowych znajomych, nowo rozpoczęte tradycje. Żegnałam Bolonię i Włochy tak, jak Hervé Joncour żegnał egzotyczną Japonię. Oboje wracaliśmy do tego, co jest dobrze znane. Bezpieczne. Przewidywalne. Stabilne. Kochane. Przyciskałam do piersi egzemplarz Jedwabiu, kiedy samolot oderwał się gwałtownie od płyty lotniska, a pomarańczowa plama Bolonii stawała się coraz mniejsza i mniejsza. We wspomnienia zaplątał się fragment jednej z ostatnich stron powieści:

To dziwne cierpienie. (…) Umierać z tęsknoty za czymś, czego nigdy nie przeżyjesz.

Continue Reading