All Posts By

Marta

Codzienność

Praca pilota wycieczek – po co mi to było?

Czy praca modelki ma coś wspólnego z pracą pilota wycieczek? Być może Cię zaskoczę, ale – tak. W obu zawodach nieustannie poznajesz nowych ludzi i nie masz pewności, jak rozwinie się Twój dzień. Oba zawody są odpowiednie dla osób lubiących wyzwania, nieprzewidywalność jutra i życie w ciągłym biegu. Oj tak, wspólnym mianownikiem dla obu zawodów jest na pewno pośpiech i bieg. Praca pilota wycieczek to pogoń za turystami. Praca modelki – codzienna bieganina pomiędzy castingami. W modelingu nasza twarz to płótno dla fotografa, w turystyce nasza twarz to czyjeś wakacyjne wspomnienie. W obu zawodach przydają się trzy elementy: cierpliwość, szeroki uśmiech i znajomość języków.

Skąd wziął się pomysł na pilotowanie wycieczek? Szukałam pracy z językami, którą mogłabym pogodzić z licencjatem. Praca w turystyce oferowała elastyczne godziny, sama rozpisywałam swój grafik z miesięcznym wyprzedzeniem. Na moim identyfikatorze widniały trzy języki: angielski, włoski, hiszpański i cieszyłam się, że mogę wykorzystywać je wszystkie (brakowało jeszcze tylko języka japońskiego). Najczęściej zajmowałam się wycieczkami z Hiszpanii oraz Włoch, czyli tymi, które przez cały zespół pilotów uznawane były za najgłośniejsze, najmniej zorganizowane i najbardziej problematyczne.

Continue Reading

Włochy

Alessandro Baricco – “Jedwab” i inne książki

W Nieznośnej lekkości bytu Milan Kundera pisał, że miłość może się narodzić z jednej metafory. Lubię myśleć, że moja miłość do słów przelewanych na papier przez Alessandra Baricco zrodziła się z metafory niezwykle ładnej i oryginalnej.

Marcie – na pamiątkę wspólnej bolońskiej przygody.

Taką dedykacją pożegnała mnie kochana U., z którą miałam szczęście spędzić większą część Erasmusa. Dedykacja znajduje się na pierwszej stronie książki, którą dostałam od U. tuż przed wylotem z Bolonii. Książka ta została napisana przez włoskiego pisarza pochodzącego z Turynu, Alessandra Baricco i nosi tytuł Seta (na półkach polskich księgarni szukajcie tytułu Jedwab).

U. wybrała właśnie tę książkę ze względu na tematykę: włoski pisarz opowiadający o dziewiętnastowiecznej Japonii. Trudna miłość i piękno dawnej, tajemniczej Japonii opisane w moim ukochanym języku – to musiało się skończyć niegasnącym zachwytem.

Czytałam Jedwab, opuszczając miasto, które już na zawsze będzie kojarzyło mi się z radosnym odkrywaniem. Opuszczając jedyny kraj, w którym moje serce zaczyna bić szybciej. Opuszczając nowych znajomych, nowo rozpoczęte tradycje. Żegnałam Bolonię i Włochy tak, jak Hervé Joncour żegnał egzotyczną Japonię. Oboje wracaliśmy do tego, co jest dobrze znane. Bezpieczne. Przewidywalne. Stabilne. Kochane. Przyciskałam do piersi egzemplarz Jedwabiu, kiedy samolot oderwał się gwałtownie od płyty lotniska, a pomarańczowa plama Bolonii stawała się coraz mniejsza i mniejsza. We wspomnienia zaplątał się fragment jednej z ostatnich stron powieści:

To dziwne cierpienie. (…) Umierać z tęsknoty za czymś, czego nigdy nie przeżyjesz.

Continue Reading

Słowa

Walizka

Opadły czarne kotary nocy i na niebo ponownie wczołgało się słońce. Rozświetliło zaułki, połaskotało po brzuchach zmarznięte gołębie. E. obudziła się przed czasem i już nie mogła zasnąć. Jej myśli oblepiały pękatą walizę czekającą w przedpokoju. Jeszcze nie zamknięta, z odkrytymi wnętrznościami, chociaż E. nie miała już nic więcej do zapakowania. Otwarta walizka to wyjście awaryjne, dopisana na marginesie możliwość zmiany zdania.

Wsparła się na łokciu, spoglądając na rozluźnioną snem twarz Adama. Przez moment miała mu za złe, że śpi tak spokojnie, kiedy ona za chwilę zniknie z horyzontu, zostanie zassana do wnętrza samolotu i wypluta dopiero po drugiej stronie globu. Czy byłaby bardziej pewna jego uczuć, gdyby od świtu skamlał nad walizką albo w szale miłości wyrzucał z niej ubrania, tłukł flakony perfum, targał cenne książki? Nie, oczekiwała jedynie zrozumienia swojej pracy, która wymagała od E. dalekich podróży. Adam ofiarował jej w dowód miłości nie tylko zrozumienie, ale pełną akceptacją egzotycznych fascynacji.  Mogła opuszczać go bez piętna niewdzięcznej partnerki, przedkładającej w hierarchii pracę ponad związek. Powinna być mu wdzięczna, powinna być szczęśliwa, ale tak naprawdę nie wiedziała, czego oczekuje od mężczyzny swojego życia.

Mężczyzna życia. E. uśmiechnęła się pod nosem. My, kobiety, lubimy wyolbrzymiać. Przywiązujemy sobie do nóg kulę pierwszej miłości, która spowalnia nasze kroki podczas wchodzenia w nowy związek. Zamknęłyśmy w klatce wspomnień mit pierwszego razu – gdzie, kiedy, z kim i jak bardzo bolało. Same siebie skazujemy na sentymentalizm, monotonne i regularne powroty do przeszłości. E. wciąż używa tych samych dusznych perfum, którymi zwilżyła nadgarstki przed pierwszą nocą z Jarkiem. Byli razem od pół roku, on trzy lata starszy. Student informatyki, z zamiłowania romantyk. Zabierał ją na długie spacery po ruinach zamków, układał dla niej wiersze i wysyłał SMS-em o czwartej nad ranem. Odczytywała zaspanym okiem, a w sercu robiło się gorąco, lecz po jakimś czasie zaczęła wyłączać na noc dźwięk w telefonie.

Continue Reading

Podróże, Włochy

Bolonia, via Broccaindosso

Zanim wyjdę z mieszkania, Nina wychyla łebek zza ściany. Za każdym razem wygląda na nieco zdziwioną, że zostawiamy ją samą, a przecież ucieka od naszych naiwnych dłoni, kiedy tylko spróbujemy ją przytulić. Zakładam płaszcz i otwieram drzwi, uważając, żeby niesforna kotka nie czmychnęła na patio. Za drzwiami od razu robi się kolorowo. Pomarańczowy dziedziniec, marmurowe posadzki. Zbiegam po schodach, wychodzę na ukrytą w cieniu wiekowych arkad ulicę. Via Broccaindosso. Czerwono-żółte domy, zielone okiennice. Po jednej stronie – mały sklepik spożywczy, w którym od rana do wieczora przesiaduje znudzony Pakistańczyk. Po drugiej – osteria, z której unosi się zapach makaronu w porze włoskiej kolacji.

Jeśli skręcę w prawo, dojdę do ruchliwej via San Vitale, jeśli w lewo – do jednej z najpiękniejszych i najstarszych ulic, czyli Strada Maggiore. Obie doprowadzą mnie pod wieże – Due Torri, górującego nad czerwonym miastem symbolu Bolonii.

Continue Reading

Słowa

Przypadki

Zdecydowanie bardziej lubiła dworce kolejowe niż bezosobowe lotniska. Na dworcach rozpoznawało się charakter danego miasta i zapisane torami przejeżdżających pociągów historie. Dworcowa poczekalnia nie miała w sobie nic z ruchliwości i napięcia, które znała z wielkich lotnisk. Tak, jak gdyby na pociągi czekało się spokojniej. A może nauczyła się przez lata, że nie warto ich wyglądać, bo i tak pojawią się w najmniej oczywistym momencie, na nieodpowiednim peronie? Zapowiedziane w ostatniej chwili, znudzonym, żeńskim głosem. Dworce kolejowe rządzą się swoimi prawami. Trzeba się podporządkować.

Gdyby tylko pociąg z Gdańska przyjechał dziś punktualnie, gdyby nie wpadła do kałuży, wybiegając przez tamtą furtkę, gdyby telefon nie wypadł jej z dłoni, kiedy właśnie w tej kałuży, gdyby wcześniej, albo później. Gdyby tylko. Gdyby.

– Można obok?

– Proszę bardzo – przeciągnęła po ziemi walizkę i przesunęła się na ławce, robiąc przy sobie miejsce.

– Ładny maj w tym roku – mężczyzna ciężko opadł na ławkę. – Pociąg z Gdańska? Ja też czekam. Czy coś już zapowiadają?

– Póki co cisza – odparła, wyciągając z torby książkę. – Nie mam tu nawet zasięgu. Zresztą, mój telefon wpadł dziś rano do kałuży. Nie wiem właściwie, po co to panu mówię.

– Zmoknięty telefon, opóźniony pociąg, natrętny nieznajomy. Chyba to nie jest pani najlepszy dzień.

Uśmiechał się.

– Bywało u mnie gorzej.

Continue Reading