Browsing Category

Słowa

Słowa

Porcelana

Co zapamiętałaś z naszego ostatniego spotkania? Kochana. Kochana. Pamiętam Twoją czerwoną sukienkę, lekkość tkaniny, na której wyrastały kwiaty – Twoje kolana, dziewczęco okrągłe i śmiejące się dziko oczy. Kręciłaś włosy na papiloty, ale poddawały się z oporem. Lubiłem ich ciężar. Pachniały latem i zbożem.

– Co zapamiętałaś z naszego ostatniego spotkania? – zapytał mężczyzna, kiedy usiedli przy stole. Kobieta oparła laskę o róg krzesła, rozglądając się dookoła. Jej wzrok wędrował po ścianach wyklejonych jasną tapetą i kredensie z witryną wykończoną ozdobnymi szprosami.

– Moja pamięć szwankuje – odpowiedziała, odwracając pomału głowę. – Pamiętam moje zdziwienie twoimi siwymi włosami. Pamiętam śpiew ptaków i wiosnę.

Za przeszkloną witryną błyszczały oprawione w ramy zdjęcia. Na większości zdjęć uśmiechała się do nich twarz tego samego dziecka.

– To ja zaparzę mięty z ogrodu i przyniosę herbatniki – mężczyzna podniósł się z trudem z krzesła i pokuśtykał do kuchni. Kobieta obserwowała jego zgarbione plecy, kiedy wychodził z pokoju. Pomyślała, że przygniata go zbyt wielka mądrość. Zbyt wielkie piękno i dobro.

Continue Reading

Słowa

Walizka

Opadły czarne kotary nocy i na niebo ponownie wczołgało się słońce. Rozświetliło zaułki, połaskotało po brzuchach zmarznięte gołębie. E. obudziła się przed czasem i już nie mogła zasnąć. Jej myśli oblepiały pękatą walizę czekającą w przedpokoju. Jeszcze nie zamknięta, z odkrytymi wnętrznościami, chociaż E. nie miała już nic więcej do zapakowania. Otwarta walizka to wyjście awaryjne, dopisana na marginesie możliwość zmiany zdania.

Wsparła się na łokciu, spoglądając na rozluźnioną snem twarz Adama. Przez moment miała mu za złe, że śpi tak spokojnie, kiedy ona za chwilę zniknie z horyzontu, zostanie zassana do wnętrza samolotu i wypluta dopiero po drugiej stronie globu. Czy byłaby bardziej pewna jego uczuć, gdyby od świtu skamlał nad walizką albo w szale miłości wyrzucał z niej ubrania, tłukł flakony perfum, targał cenne książki? Nie, oczekiwała jedynie zrozumienia swojej pracy, która wymagała od E. dalekich podróży. Adam ofiarował jej w dowód miłości nie tylko zrozumienie, ale pełną akceptacją egzotycznych fascynacji.  Mogła opuszczać go bez piętna niewdzięcznej partnerki, przedkładającej w hierarchii pracę ponad związek. Powinna być mu wdzięczna, powinna być szczęśliwa, ale tak naprawdę nie wiedziała, czego oczekuje od mężczyzny swojego życia.

Mężczyzna życia. E. uśmiechnęła się pod nosem. My, kobiety, lubimy wyolbrzymiać. Przywiązujemy sobie do nóg kulę pierwszej miłości, która spowalnia nasze kroki podczas wchodzenia w nowy związek. Zamknęłyśmy w klatce wspomnień mit pierwszego razu – gdzie, kiedy, z kim i jak bardzo bolało. Same siebie skazujemy na sentymentalizm, monotonne i regularne powroty do przeszłości. E. wciąż używa tych samych dusznych perfum, którymi zwilżyła nadgarstki przed pierwszą nocą z Jarkiem. Byli razem od pół roku, on trzy lata starszy. Student informatyki, z zamiłowania romantyk. Zabierał ją na długie spacery po ruinach zamków, układał dla niej wiersze i wysyłał SMS-em o czwartej nad ranem. Odczytywała zaspanym okiem, a w sercu robiło się gorąco, lecz po jakimś czasie zaczęła wyłączać na noc dźwięk w telefonie.

Continue Reading

Słowa

Przypadki

Zdecydowanie bardziej lubiła dworce kolejowe niż bezosobowe lotniska. Na dworcach rozpoznawało się charakter danego miasta i zapisane torami przejeżdżających pociągów historie. Dworcowa poczekalnia nie miała w sobie nic z ruchliwości i napięcia, które znała z wielkich lotnisk. Tak, jak gdyby na pociągi czekało się spokojniej. A może nauczyła się przez lata, że nie warto ich wyglądać, bo i tak pojawią się w najmniej oczywistym momencie, na nieodpowiednim peronie? Zapowiedziane w ostatniej chwili, znudzonym, żeńskim głosem. Dworce kolejowe rządzą się swoimi prawami. Trzeba się podporządkować.

Gdyby tylko pociąg z Gdańska przyjechał dziś punktualnie, gdyby nie wpadła do kałuży, wybiegając przez tamtą furtkę, gdyby telefon nie wypadł jej z dłoni, kiedy właśnie w tej kałuży, gdyby wcześniej, albo później. Gdyby tylko. Gdyby.

– Można obok?

– Proszę bardzo – przeciągnęła po ziemi walizkę i przesunęła się na ławce, robiąc przy sobie miejsce.

– Ładny maj w tym roku – mężczyzna ciężko opadł na ławkę. – Pociąg z Gdańska? Ja też czekam. Czy coś już zapowiadają?

– Póki co cisza – odparła, wyciągając z torby książkę. – Nie mam tu nawet zasięgu. Zresztą, mój telefon wpadł dziś rano do kałuży. Nie wiem właściwie, po co to panu mówię.

– Zmoknięty telefon, opóźniony pociąg, natrętny nieznajomy. Chyba to nie jest pani najlepszy dzień.

Uśmiechał się.

– Bywało u mnie gorzej.

Continue Reading

Słowa

Po co?

Przez większą część czasu moim hasłem na kwarantannie pozostawało „nie wiem”.

Co zjemy dziś na obiad? Nie wiem.
Co obejrzymy dziś wieczorem? Nie wiem.
Czy możemy wyjść z domu? Nie wiem.
Czy zakupy są bezpieczne? Nie wiem.
Kiedy odwiedzimy rodziców? Nie wiem.
Kiedy to wszystko się skończy? Nie wiem.

A gdyby tak zamienić słowa „nie wiem” na pytanie „ po co?”.

Martwię się, co będzie jutro. Po co?
Myślę o tym, ile rzeczy mogło się wydarzyć, a się nie wydarzyło. Po co?
Czytam wiadomości, które nie pozwalają mi spokojnie zasnąć. Po co?
Tęsknię za tym, co było. Po co?
Analizuję, co jeszcze może pójść nie tak, jakbym sobie życzyła. Po co?
Zaśmiecam głowę wyrzutami sumienia przez to, że mało robię. Po co?

Continue Reading

Słowa

Czas mówienia

Drogi,

Jest tyle rzeczy, o których chciałabym Ci powiedzieć i teraz w końcu jest na to czas. Teraz jest czas mówienia. Ale – nie tak bezpośrednio, nie poprzez otwieranie ust i przenoszenia tego, przed czym drży społeczeństwo. To nie czas na intymne szepty od ucha do ucha, to nie czas na poklepywanie się po plecach podczas wybuchów śmiechu.

To nie czas, by trwonić słowa. Teraz jest czas skupienia.

Czy jeśli słowa nie układają się na wargach, jeśli nie są już dźwiękiem, ale przedłużonymi myślami – czy teraz wypada mi mówić więcej? Wiesz, wciąż pamiętam tamten wieczór, kiedy byliśmy przekonani, że Ty już nigdy nie będziesz tylko Tobą, a ja tylko mną – że od tej chwili, od tamtego wieczoru zawsze będziemy nami.

Niebo pękło nad głowami przechodniów pierwszym jesiennym deszczem, miałeś na sobie ten ciemny, wełniany płaszcz, ja – Twoją ulubioną sukienkę. Trzymaliśmy się za ręce i pamiętam, że nie mogłam się nadziwić, jak własne palce mogą tak idealnie pasować do innych. Czy to już?, zapytałeś. Czy tak to się zaczyna? Cokolwiek robię, gdziekolwiek nie pójdę, jesteś wciąż w moich myślach. A ja powiedziałam – pamiętasz, co powiedziałam? Że nic nie będzie takie samo. Bo kiedy drugi człowiek wejdzie zbyt głęboko pod skórę, świat głupieje, wariuje. Świat nie jest gotowy na takie wyzbycie się egoizmu, na nie myślenie o sobie, na nie myślenie o zysku. A dla mnie deszcz pachniał jak Ty i muzyka pachniała Tobą, i żadna rozmowa nie mogła być ważniejsza od naszego dialogu.

Continue Reading