Browsing Category

Słowa

Słowa

Korona

– Od kiedy przestaliśmy ze sobą rozmawiać?

Wyrzuciła to pytanie w przypływie chwilowej słabości, nie licząc na odpowiedź. Nie chodziło wcale o to, że ze sobą milczeli – wręcz przeciwnie. Karmili się słowami aż do przejedzenia, mówili, a ich słowa odbijały się od ścian albo kruszyły w ustach. Pozbawione smaku, pozbawione znaczenia. Nic nie znaczące dźwięki. Czy w rozmowie nie chodzi o to, żeby być w pełni skupionym? Ciekawym drugiego człowieka i jego historii? Nie lubiła drążyć tematu i wychodzić na zołzę. Przecież miała wszystko to, o czym marzą dorośli: drzwi, do których pasuje klucz z napisem „własne mieszkanie”, ściany ozdobione wspomnieniami z wakacji – opalone twarze rozjaśnione uśmiechem błogiego lenistwa. Stabilną pracę (co za dorosły epitet), względnie stabilne zdrowie. Stojak na wino, żakardowe firany, nowoczesną lodówkę. Odpowiedzialne i ułożone życie. Spełnione marzenie dziadków. Marzenie rodziców.

Nie liczyła na odpowiedź, ale nie mogła znieść ciszy.

– Korona ci z głowy nie spadnie, jeśli przyznasz, że się kończymy.

Continue Reading

Słowa

Mam tak samo

Mam tak samo jak ty. To samo mnie wzrusza, ciekawi i bawi. Mam tak samo jak ty. W podobnie naiwny sposób szukam miłości i przyjaźni.

Mam tak samo jak ty. Ciężko mi funkcjonować bez porannej kawy. Wiecznie wychodzę spóźniona i biegnę na przystanek. Zaciągam rajstopy oczkiem od pierścionka – dopiero co założone. Lubię tańczyć w samej bieliźnie, kiedy mnie nikt nie widzi – do najbardziej obciachowej playlisty. Wysyłam emotikony płaczące ze śmiechu, choć wcale się nie śmieję. Mam kompleksy. Lubię wino. Przeklinam. Świruję.

Mam tak samo.

Trzy krótkie, łatwe słowa o niesłychanej sile. Tak samo się cieszę i tak samo się złoszczę. Tak samo wstaję prawą nogą i gonię marzenia. Tak samo się potykam, zmieniam zdanie, narzekam.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Blue Monday

Miałaś ładny dzień?

Tak, nie najgorszy. Wstałam prawą nogą – zawsze staram się schodzić z łóżka świadomie, dzięki czemu już od samego rana przeganiam demony. Za oknem było jeszcze ciemno i coś na kształt mgły oplatającej latarnie.

Smog?

Pewnie tak. O tej porze roku to zupełnie normalne. Zaparzyłam w kuchni kawę przy zgaszonym świetle i spróbowałam porozciągać wciąż zaspane mięśnie. Wiesz, nie mam nawet trzydziestu lat, a już bolą mnie plecy. Wraca też uparcie ból w klatce piersiowej.

To poważne?

Podłoże stresowe. Tak twierdzą lekarze. Kawa trochę pomogła na zaklejone oczy – o szóstej rano w poniedziałek z niewielu stron można szukać pomocy. Ciepły prysznic, śniadanie, czarna mascara na rzęsy, lekki róż na policzki i czerwień na wargi. Jak zwykle wybiegłam z mieszkania w pośpiechu.

Spóźniłaś się?

W ostatniej chwili dobiegłam na przystanek. Wiesz, ja zawsze wychodzę zbyt późno i potem ciągle biegnę. Do szkoły, na studia, do pracy. Kierunek nie ma znaczenia. Tym razem po raz kolejny wpadłam do tramwaju zziajana. Udało mi się usiąść – to ma wielkie znaczenie dla niemarnowania czasu podczas podróży po mieście. Nałożyłam na uszy słuchawki i odpłynęłam z dźwiękiem.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Znikające rzeczy

Boję się znikających rzeczy. Czasu na przykład. Ten znika najszybciej – wystukuję kilka słów na klawiaturze, a chwila, w której myśli przeobraziły się w zdania, odeszła już bezczelnie. Czas odchodzi bez zapowiedzi i bez pożegnania, bezszelestne przemijanie opanował do perfekcji. Jesteśmy zbudowani z dni, godzin, minut, chwil. Razem z krwią w naszych żyłach pulsują sekundy – każdy wydech i wdech odwraca nieprzejednaną klepsydrę.

W Japonii kontemplacja ulotności chwil jest kategorią estetyczną. Japończycy potrafią smucić się w uporządkowany sposób, wkładają smutek w ramy estetyki, znajdują uzasadnienie dla codziennej melancholii. Smucenie się jest częścią japońskiej kultury, uwypukla wrażliwość na przemijanie chwil – przemijanie, więc życie. Stąd też umiłowanie delikatnych kwiatów sakury, wybuchających różem na samym początku wiosny oraz liści klonów momiji, czerwieniących się jesienią.

Continue Reading

Słowa

Lustro

Poprawił mankiet koszuli i stanął przed wąskim lustrem. Twarz przybrudzona kilkudniowym zarostem, na skroniach pierwsze włosy oszronione siwizną. To ze stresu, powtarzał sobie, dotykając dłonią twarzy, wymacując na niegdyś gładkiej powierzchni pierwsze niteczki zmarszczek. Czasami miał wrażenie, że jego skóra pęka pod naciskiem nieprzespanych nocy i zbyt ciężkich myśli. Sięgnął po leżące na stoliku papierosy i przez chwilę obracał miękką paczkę w dłoni. Nie umiał sobie przypomnieć, kiedy zgubił zapalniczkę.

– Nie pal w domu.

Kobiecy głos wyrwał go z zamyślenia. Owinięta prześcieradłem, siedziała teraz na łóżku. Słońce prześlizgiwało się przez uchylone zasłony, barwiąc jej jasne włosy złotymi refleksami. Jak to możliwe, że niektóre kobiety wyglądają tak o poranku? Jak gdyby dziedziczyły po odchodzącej nocy całą urodę i mrok. Jest pewien rodzaj piękna, który powinien być zakazany, by świat mógł zachować równowagę oraz zdrowy rozsądek.

– Za każdym razem, kiedy widzę cię przy tym lustrze, zastanawiam się, kim jesteś.

– Wiesz, kim jestem. Człowiekiem, który przychodzi i odchodzi bez ostrzeżeń.

Widział w lustrzanym odbiciu jej zmęczone spojrzenie. Dlaczego pragnąc dobrze, trzeba wciąż tyle cierpieć? Kiedy w grę wchodzi namiętność, ludzie durnieją do reszty. Kobiety, mężczyźni. Gubią się w labiryncie rzeczy ważnych i ważniejszych.

Continue Reading