Codzienność, Słowa

Odchodzenie

Mieszkanie babci i dziadka. Stare osiedle. Stare, nieładne bloki. Dziadek schodzi do piwnicy z pustym wiaderkiem, wraca z wiaderkiem wypełnionym węglem, który ląduje w kaflowym piecu. Huśtam się na huśtawce – zawieszonej na dwóch metalowych hakach między kuchnią a salonem. I wymyślam odległe światy, wymyślam bajki, historie. Huśtawka skrzypi, dziadek czyta gazetę, babcia krząta się w kuchni. Pachnie. Pachnie z kuchni, pachnie spokojem, pachnie bezpieczeństwem, domem. Martuniu, mówi babcia. Czekam, aż przyjdzie S.

Wchodzimy pod stół, stół to nasza baza, magiczna kryjówka, schron. U góry rozmowy rodziców, stukanie kieliszków, zapachy. Zapachy nad nami, nad nami stół z kompotem, modra kapusta, rolady, parujące kluski śląskie. Po obiedzie maszkiety. Czasem tata i wujek rozmawiają po śląsku, śmiejemy się, śląski jest śmieszny, lubimy go słuchać. To trochę nasze dzieciństwo, trochę jesteśmy Ślązaczki, osiedle w Piekarach Śląskich to trochę mój dom.

Idziemy zimą na stadion, śnieg skrzypi nam pod butami. Sanki, jabłuszka. Dupoloty, mówi S. Zjeżdżamy, lepimy bałwany, rzucamy w dziadka śnieżkami. Spodnie mokre, majtki mokre. Babcia łapie się za głowę i każe wchodzić pod prysznic. Dziadek czyta gazetę. Dziadek – Czytarz-Gazeciarz, mówimy na niego z S. Rodzice nagrywają nasze rozmowy na kasety. Rozmowy, piosenki. Te kasety to wzruszająca pamiątka. Re re kum kum bęc.

Huśtawka robi się z każdym rokiem ciaśniejsza, ale jeszcze się mieścimy – na zmianę M. i S. Lubię ten ruch, w górę i w dół, i patrzeć na ten szary blok za oknem lubię. Osiedle wygląda inaczej, kiedy ma się kilka lat. Piaskownica jest duża, plac zabaw jest blisko i blisko jest działka dziadków, a na niej zielony groszek, krzaczki z poziomkami i kwaśne porzeczki, błyszczące jak koraliki. Upał. Babcia nalewa do miski chłodnej wody, wchodzimy do niej we dwie. Rodzice robią zdjęcie. Oglądam to zdjęcie piętnaście lat później i płaczę ze śmiechu. Jedna mała miska, a w niej razem M. i S.

Czekam, aż przyjedzie S. Zawsze czekam, potem trochę się kłócimy, ale czekam. Jeszcze wtedy nie wiem, że wyrośniemy z lalek, wyrośniemy z bajek, wyrośniemy z nastoletnich wzruszeń – a nie wyrośniemy z siebie. Jeszcze wtedy nie wiem, że najsilniejsza miłość, pomimo wszystko, trwa.

Jeszcze wtedy nie wiem, że miłość pokonuje wszystko, ale nie pokona choroby. Babcia w koralach z jasnobrązowych bursztynów. W białej bluzce z eleganckim, haftowanym kołnierzem. Piękna, uśmiechnięta babcia z figlarnym błyskiem w oczach. Moja rezolutna babcia – znika z miesiąca na miesiąc. Najpierw wiotczeją mięśnie, później wiotczeją słowa. Później odchodzi siła, żeby nas przytulać, całować. Później usta nie mają siły, żeby wypuszczać zdania. Słowa uwięzione na zawsze za nieruchomymi wargami. Szpitale pachną dziwnie. Odwiedzamy szpital co tydzień. Drogi do Tarnowskich Gór nauczyłam się na pamięć.

Niewiele zostaje. Ale zostaje szlafrok, który nie oddał zapachu skóry. Szlafrok, który zakładała rano, robiąc dla nas śniadanie. Zwiewny, bordowy, z japońskim pejzażem – przypominający kimono. Długo wpatruję się w szlafrok wiszący za drzwiami pokoju.


Trzy razy M. Trzy razy trzy piwa. Dwa razy trzy piwa z sokiem malinowym. M. i M. mają krótkie, ciemne włosy. Nie są do siebie podobni. Patrzę na nich, sącząc piwo i uśmiecham się pod nosem. W tamtym momencie nie umiem inaczej zdefiniować radości niż to piwo, Kraków, studia, ciepłe wieczory – i oni. Dobrze wiem, że popełniam błędy, ale to błędy młodości. Takie wybacza się szybko. Tylko – ile trwa młodość? Czy młodość kiedyś się kończy?

Jeszcze wtedy nie wiem, że zakochanie – jak przeziębienie – przechodzi.

A relacje mają bardzo różne daty ważności.


M.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Bones
3 miesięcy temu

Brakowało mi takiego bloga, jaki prowadzisz, cieszę się że dziś na niego trafiłam. Przeczytam go od początku do końca i dodaje do listy. Zapraszam też do mnie, dopiero zaczynam pisanie.