Codzienność

Problem z Noblem

Z okazji odbywającego się ostatnio festiwalu Conrada, do Krakowa zawitała Olga Tokarczuk – ceniona pisarka, laureatka prestiżowych nagród literackich, w tym Nagrody Bookera i przyznanej przed miesiącem Literackiej Nagrody Nobla. Tokarczuk spotkała się z czytelnikami w sobotę, a dzień później w Wydawnictwie Literackim podpisywała egzemplarze swoich książek.

Kiedy tylko zobaczyłam informację o spotkaniu, wysłałam wiadomość do S., która, równie mocno jak ja, od lat uwielbia Tokarczuk. Sobotnie wydarzenie było całkowicie darmowe, trzeba było jednak zdobyć obowiązkową wejściówkę, a te, jak się pewnie domyślacie, rozeszły się po minucie. Ani ja, ani S. nie byłyśmy dosyć szybkie.

– Żeby zdobyć wejściówkę powinno być jakieś pytanie. – podsumowała S. z rozgoryczeniem – O imię bohatera książki na przykład. I 10 sekund na odpowiedź.

– Albo jakie słowo najczęściej pojawia się w „Prawiek i inne czasy”.

– Wtedy tylko ty i ja miałybyśmy wejściówki.

Chcę wierzyć, że ponad 600 osób, które zadeklarowały swój udział w wydarzeniu na Facebooku, przeczytało chociaż jedną książkę Tokarczuk i się nad nią zastanowiło. Chcę wierzyć, że kolejki pod Wydawnictwem Literackim w niedzielny poranek chociaż w połowie uformowali jej stali czytelnicy. Chcę wierzyć, że tak wielki sukces, jakim jest Literacka Nagroda Nobla, przysporzył Oldze Tokarczuk świadomych odbiorców.

Kiedy dowiedziałam się o zwycięstwie Tokarczuk, byłam szczerze wzruszona – jej proza była dla mnie literackim objawieniem od początku liceum. Miałam pstro w głowie, kiedy po raz pierwszy zaczytywałam się w „E.E.”, „Grze na wielu bębenkach”, „Podróży ludzi Księgi”. Dojrzewałam, odkrywając „Ostatnie historie”, „Szafę, „Annę In”, „Dom dzienny, dom nocny”. Odkąd tylko stałam się świadomym czytelnikiem, na pytanie o ulubionych pisarzy, odpowiadałam: Tokarczuk.

Dobrze pamiętam spotkanie z pisarką w nieistniejącym już na mapie Warszawy Nowym Wspaniałym Świecie. Odbyło się z okazji premiery „Momentu niedźwiedzia”, zbioru esejów wydanego w 2012 roku – już po „Biegunach”, jeszcze przed „Księgami Jakubowymi”. Z perspektywy czasu cieszę się, że tak zapamiętałam jej spotkania autorskie – w stosunkowo kameralnym, ale wiernym gronie.

Tak, mam problem z Noblem Olgi Tokarczuk – absolutnie nie dlatego, że się jej nie należy. Mam problem z tym, jak ludzie reagują na to wyróżnienie, jak potrafiło podzielić nasze społeczeństwo. Mam problem z falą krytyki, która zalała pisarkę, nie mającą nic wspólnego z jej twórczością literacką. Mam problem z tym, że przy kasie w Empiku słyszę znudzone „mamy jeszcze w dobrej promocji noblistkę”.

Chcę wierzyć, że czegoś się dzięki tej nagrodzie nauczymy i nie będziemy bezrefleksyjnie podążali za tłumem. Może wtedy nie usłyszę takich dialogów w biurze:

– Wiesz, że jest spotkanie z tą noblistką w Krakowie?

– Tak, ale nie czytam jej książek.

– Ja też nie, ale wiesz. Jak noblistka, to pójdę.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply