Modeling

Niebezpieczne biodra

Musisz uważać na biodra, słyszę. Biodra są niebezpieczne. Obwód bioder niepokojąco przybliża się do akceptowalnej granicy – jeszcze chwila i tłuszcz, który osiadł na moich osiemdziesięciu ośmiu centymetrach zacznie żyć własnym życiem. Mam szesnaście lat, sto siedemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu i ważę niewiele ponad pięćdziesiąt kilogramów. Nigdy nie miałam chłopaka, nigdy się nie całowałam i zupełnie nie rozumiem, dlaczego zainteresowała się mną agencja modelek z Warszawy. Koleżanki już od początku gimnazjum przeżywały miłosne wzloty i upadki – a ja? Trampki, sztruksy, zero makijażu i poezje Poświatowskiej. A jednak – takie ładne włosy, mówią. Naturalna, śliczna buzia. Za tydzień pierwsza sesja zdjęciowa i podpisanie umowy.

Musisz się wyluzować, słyszę. Za obiektywem aparatu młody, obcy mężczyzna. Po drugiej stronie ja – skrępowana nastolatka w bieliźnie. Co kilka ujęć spoglądam ukradkiem na swoje odbicie w lustrze i wstydzę się, tak cholernie się wstydzę, za moje rozstępy i cellulit. Widzę każdy z osiemdziesięciu ośmiu niebezpiecznych centymetrów i mam nadzieję, że nie przyczepi się do nich agencja.

Jesteś nieproporcjonalnie zbudowana, słyszę – za wąziutka talia do zbyt szerokich bioder. Mam dalej szesnaście lat i jestem w Nowym Jorku. Każdego dnia pokonuję kilkanaście kilometrów na piechotę, jem tylko śniadanie i kolację wieczorem. Na śniadanie granola z ciepłym mlekiem, na kolację – ciemna bułka z awokado. (Jeszcze) nie palę papierów, (jeszcze) nie piję alkoholu. Wracam do Polski po czterech tygodniach – ważę czterdzieści sześć kilogramów i schodzę do osiemdziesięciu sześciu centymetrów w biodrach. Przywiezione ze Stanów szare dżinsy w rozmiarze 0 spadają mi z tyłka. Mama zaczyna się poważnie martwić. Zatrzymuje mi się okres.

Musisz się pilnować, słyszę – wylatujesz do Tokio. Japońska agencja przygotowuje bardzo precyzyjny kontrakt: na umowie podane są wszystkie moje wymiary. Wystarczy zmiana jednego z nich o dwa centymetry i mogę wrócić do domu. Mam siedemnaście lat i chodzę do pierwszej klasy liceum. Pilnuję się. Nie jem słodyczy ani chleba, na kolację wystarcza mi jabłko i naturalny jogurt. Nie uważam, że się głodzę. Dalej nie mam okresu. Wydaje mi się, że wszystko jest ze mną w porządku.

Musisz zrzucić ze dwa centymetry w biodrach, słyszę – ale nie chudnąć już w talii. Mam siedemnaście lat i właśnie przyleciałam na kontrakt do Barcelony. Próbuję chudnąć w biodrach, zachowując wszystkie inne wymiary. Czy tak się w ogóle da? Czy to nie są jakieś bzdury? Agencja wysyła mi przykładowe menu: kasze, warzywa, zupy kremy, owsianki. Nic nowego, wszystkie zdrowe przepisy mam dawno przetestowane. W Barcelonie mieszka ze mną Rosjanka, która również jest na diecie – całe dnie żywi się tylko arbuzem, bo zapycha żołądek. Jest bardzo wysoka i ma szerokie kości. Jej naturalna predyspozycja do sportowej sylwetki w ogóle agencji nie obchodzi. Wszędzie chodzę na piechotę, a wieczorami biegam. Jezu, jak ja nienawidzę biegać. Znowu nie mam pracy. Codziennie z nieba leje się żar – przyjeżdżam na każdy casting spocona. Zaczynam mieć coraz większe kompleksy, czuję się brzydka, smutna i samotna. Któregoś dnia jadę na testy do małej miejscowości pod Barceloną z sympatycznym fotografem i jego przyjacielem, który pomaga nam z blendą. Robią mi piękne zdjęcia na plaży, a potem zabierają na sushi. Po raz pierwszy czuję się adorowana i słyszę komplementy od mężczyzn. Po powrocie do mieszkania długo stoję pod gorącym prysznicem. Oglądam sobie swoje ciało z bliska. Czuję się ładnie. Nie liczę centymetrów.

Postaraj się nie przytyć, słyszę. To nie będzie łatwe – mam siedemnaście lat i zaczynam nowy kontrakt w Mediolanie. Darmowe lunche dla modelek i pierwsze imprezy. Zaczynam pić alkohol i palić papierosy. Mam osiemdziesiąt dziewięć centymetrów w biodrach i zbliżam się do dziewięćdziesięciu. Jem bardzo mało w trakcie dnia, ale nadrabiam w nocy. Jeździmy na kolacje z pijarami o dwudziestej drugiej, a później podbijamy nasz bilans kaloryczny słodkimi drinkami w klubie. Przed wyjazdem do Włoch zaprzyjaźniam się z kolegami z klasy – lubię męskie towarzystwo i ze zdziwieniem zauważam, że mężczyźni też mnie lubią. Martusia, jesteś taka śliczna, słyszę od mojej koleżanki modelki. Patrzę w lustro i dostrzegam w nim przede wszystkim kompleksy.

Niepokoją mnie twoje biodra, słyszę od mojego agenta przed wylotem do Londynu. Zaczynam tygodniową dietę, żeby dojść do formy przed pokazami mody. Wyjeżdżam na dwa tygodnie z dwiema najbliższymi koleżankami – przynosimy sobie nawzajem przekąski z pokazów, kupujemy piwo w polskim mini-markecie i popijamy je w hotelu wieczorami. Przestaję liczyć centymetry i niczym się nie przejmuję. Jestem szczęśliwa. Pracuję. Moi przyjaciele pokładają się ze śmiechu, kiedy opowiadam im o „niepokojących” biodrach i zakładają na Facebooku grupę „Biodra Marty Nowackiej budzą we mnie niepokój.” Zaczynam podchodzić do swoich centymetrów z ironią.

Musisz nieco przybrać na wadze, słyszę od agencji w Paryżu. Przez pierwszy tydzień tak bardzo się stresuję i tęsknię za domem, że prawie niczego nie jem i zapijam głód dietetyczną colą. W drugim tygodniu przeprowadzam się do nowego mieszkania i zaprzyjaźniam z uroczą Amerykanką. Agencja każe jej kontrolować moją dietę i pilnować, żebym jadła. Przestaję się stresować i cieszę Paryżem – chodzimy na crêpes z Nutellą, a wieczorami popijamy wino i zajadamy się popcornem. Mam już wtedy osiemnaście lat i wspaniałą paczkę przyjaciół, którzy zawsze czekają w Polsce. Tuż przed wylotem do Paryża przeżywam swoje pierwsze zauroczenie. W Paryżu przeżywam krótką historię miłosną. Okres ciągle znika i jest nieregularny.

Najlepiej, jeśli zaczniesz obwiązywać biodra folią, słyszę w najbardziej kryzysowym momencie moich niepokojących bioder. Chcę wylecieć do Japonii, więc smaruję uda i tyłek wyszczuplającym cud-balsamem, obwiązuję je folią spożywczą i tak przygotowana – chodzę. Trochę się martwię, czy mi to nie zaszkodzi, ale czytam, że nawet Anja Rubik stosowała podobne praktyki. Sprawdzam, czy pod folią nie pękają mi naczynka, a skóra nie zmienia znacząco koloru. Dopóki nie odczuwam żadnych dolegliwości, a centymetry lecą w dół – kontynuuję tę głupotę.

Będziemy co poniedziałek sprawdzać wasze obwody, słyszę po przekroczeniu drzwi agencji w Tokio. Mam dwadzieścia lat i coraz trudniej jest mi zachować szczupłe biodra. Osiemdziesiąt osiem centymetrów uparcie widniejące na umowie – schudniesz albo przytyjesz – mogą zabrać z kontraktu pieniądze. Mieszkam z Brazylijką i Polką. Obie mają zaburzenia odżywiania. Zaczynam jeść coraz mniej, żeby nie wyjść przy nich na grubego głodomora. W każdy poniedziałek zjadamy śniadanie dopiero po wyjściu z agencji – nie chcemy, żeby odtłuszczony jogurt zawyżył nam wymiary. Jak zwierzęta przed ubojem wchodzimy po kolei do mikroskopijnej łazienki. Bookerka każe nam się rozebrać do bielizny i obwiązuje centymetrem. Jeśli – nie daj Boże – któreś wymiary poszły w górę, biedna dziewczyna będzie przez następny tydzień na restrykcyjnej diecie. W Japonii ciężko dbać o formę, bo wszędzie wożą nas samochodem. Kocham sushi i zjadam go nieprzyzwoicie dużo, kiedy tylko mogę. Znowu nie pracuję. W Tokio beton na ulicach topnieje od gorąca. Martwię się, stresują przyszłością. Wracam do Polski niebezpiecznie wychudzona. Jestem zadowolona z tego, że spadają ze mnie spodnie. Mama płacze na lotnisku. Chłopak ledwo mnie rozpoznaje.

Coś jest nie tak z twoją sylwetką, słyszę od kolejnej agencji z Mediolanu. Jeszcze żadna z naszych modelek nie miała takich trudności ze znalezieniem pracy. Mam dwadzieścia cztery lata, licencjat z japonistyki, kochającego chłopaka, świetnie zdane egzaminy. A jednak słowa bookera po raz kolejny robią mi bałagan w głowie – przecież się staram, do jasnej cholery. To musi być wina niepokojących bioder. Na przekór agencji i na przekór moim biodrom zaczynam jeść każdego dnia makaron, pizzę i lody. Im więcej zjadam, tym silniej męczą mnie wyrzuty sumienia. Chłopak odwiedza mnie w Mediolanie, razem wracamy do Polski. Decyduję się na nowe studia. Nie mam siły. Mam dosyć.

Ale ty jesteś chudziutka, słyszę od koleżanki z pracy. Mam dwadzieścia osiem lat i ważę pięćdziesiąt osiem kilogramów. Nie jestem chudziutka, myślę. Jestem normalną dziewczyną. Powraca regularny okres. Wyrzucam centymetr.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marta
Marta
5 miesięcy temu

WOW … niesamowity text

Hostessa
5 miesięcy temu

Przeczytałam jednym tchem! Niesamowicie szczery i autentyczny wpis. Jesteś piękną kobietą i aż ciężko uwierzyć, że ktokolwiek mógłby mieć na ten temat inne zdanie. Niestety czasami świat mody rządzi się zupełnie innymi prawami niż mogłoby się to wydawać. Na szczęście nie każda agencja jest tak restrykcyjna i moim zdaniem, każdy kto dobrze czuje się w roli modelki – prędzej czy później znajdzie swoją wymarzoną pracę 🙂

Patic
Patic
3 miesięcy temu

Ja nawet nie wiem co powiedzieć, jestem w olbrzymim szoku.