Browsing Tag

Pamiętnik

Uncategorized

New York part 3

19 październik 2007, Manhattan, NY
R. jak zwykle trafiła w dziesiątkę – muszę traktować modeling jako niezwykłą przygodę, o której będę za kilka lub kilkanaście lat opowiadać swoim dzieciom. Cudownie będzie przeglądać swoje profesjonalne zdjęcia, kiedy twarz pokryje gęsta sieć zmarszczeń, skóra się skurczy, nogi spuchną, a cienkie, zmęczone starością ciało opadnie w przepaść bujanego fotela.

21 październik 2007, NY
Upycham tęsknotę za domem po kątach, by nie potknąć się o nią w drodze do pracy. Za oknem słońce rozjaśnia czysty błękit nieba, wyostrza barwy drzew. Dopiero wczoraj dotarło do mnie, że za tym miejscem też niedługo zatęsknię. To już druga niedziela. J. rozrysowała prowizoryczny kalendarz, na którym odliczamy czas do naszego wyjazdu (9 listopad i 1 grudzień zaznaczone grubą czarną kreską). Jeszcze dwie kolejne niedziele, a później – do ostatniego piątku – powinno już polecieć z górki. Dziś o 11 testy, kawał drogi od domu. Muszę wsiąść w zieloną szóstkę na Astor Place, na następnym przystanku wyjść i przespacerować się kilka ulic do czerwonej jedynki. Jedynką dojadę chyba do 157 street, więc muszę jeszcze zawrócić sześć ulic aż do 151. Zapowiada się ciężki dzień. Dzwonię do domu.
22 październik 2007, NY
Wczoraj opalałam się w bikini na dachu nowojorskiego wieżowca i jadłam prawdziwą chińszczyznę. To była bardzo dziwna sesja, zupełnie różna od poprzednich, mniej męcząca, a obfitująca w satysfakcję i nowe znajomości. Bluzka, którą mam na sobie pachnie J. Niezwykłe, jak bardzo się zżyłyśmy przez te ostatnie dwa tygodnie, jak wiele nas połączyło pomimo całkowitej odmienności. Ciekawe, o której wyląduje w Berlinie, ciekawe, jak sobie poradzi. A jak ja sobie poradzę? 
25 październik 2007, NY 
Dzień szybko zleciał. Rano agencja, zaledwie jeden casting, telefon do domu, a później Greenpoint i Polska – mrożone ruskie pierogi z Jawo, jogurtowe Almette, gorące kubki Knorra. Tatę bawią moje polskie zakupy, ale ja po prostu trzymam się kurczowo tego, co dobrze znane, tego, co łagodzi moje poczucie obcości. Apartament pusty, ale dzisiaj potrzebuję ciszy, spokoju, odrobiny prywatności. Rozsiadłam się na kanapie, zaparzyłam owocową herbatkę, oglądam America’s Next Top Model i zastanawiam się, czy te naiwne dziewczyny przeczuwają, co je czeka. Sądząc po ich radosnym podnieceniu jeszcze nie wiedzą, w jakie gówno się wpakowały.
31 październik 2007, NY
Co czyni życie człowieka bogatszym od świadomego przeżywania podróży? Nie mam prawa na nic narzekać. Dostałam szansę, o której marzy połowa znanych mi ludzi. Potrzebuję teraz tylko czerwonych rajstop na Halloween…
1 listopad 2007, NY
Inaczej wyobrażałam sobie szaloną zabawę Nowojorczyków, od tygodni szykujących stroje i przyozdabiających swoje domy w dynie, duchy, zwisające po poręczach pajęczyny. Było kolorowo, tłoczno i głośno. Czarownice śpiewały, diabły grały na bębnach, przebierańcy maszerujący w paradzie pozdrawiali napierający tłum niczym gwiazdy filmowe. Wesoło, lecz nie strasznie. Dziś kolejny wolny dzień. Chociaż wczoraj poczułam się potrzebna i doceniana, teraz znowu ostre poczucie bezczynności przekłuwa mi żołądek i mąci w głowie. 
   
Wszystkie modelki tutaj mają chłopaka, tylko ja muszę przelewać całą swoją samotność na rodziców, tylko ja nie tęsknię do niczyich ust, ramion, tylko mnie nie brakuje rozbudzonych namiętności. Czy to znaczy, że bycie singlem umniejsza ból wyjazdu? Mimo wszystko chciałabym pocierpieć z powodu czyjejś nieobecności.
   
Leniwie i słonecznie. Czasami wcale nie potrzebuję Polski, Częstochowy, szkoły, domu. 
Czasami zapominam, że wypada za tym tęsknić.

                                                               

Uncategorized

New York part 2

Kochani, dzisiaj porcja zdjęć z NY. Jakość nie zachwyca, za co z góry przepraszam, jednak nie dysponowałam jeszcze wtedy profesjonalną lustrzanką 😉 W kolejnym poście o tym, jak wygląda podróż na zagraniczny kontrakt, opowiem o moim 9-godzinnym locie do Nowego Yorku, pierwszych wrażeniach z pobytu i ekstremalnie trudnych początkach w mieście, które nigdy nie śpi.

Obiadek!

Moje mieszkanie w NY
Widok z okna

Justyś z biletami na Empire State <3

Odliczanie do wyjazdu 😉
 

Halloween

Uncategorized

New York part 1

2 września 2007

Do
Nowego Yorku lecę tylko na miesiąc. Rodzicom ulżyło, mnie zresztą też.
Tak tylko się męczę z upartą myślą, że może wcale nie jestem tam nikomu
potrzebna, bo skoro chcą mnie tylko jeden miesiąc…

Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? – pyta mama, głaszcząc mój
policzek. A ja nie wiem. Ja już czasami naprawdę nie wiem, czego chcę.
Bo chyba jestem szczęśliwa, tak, jestem cholerną szczęściarą, ale wciąż
jakiś drobiazg wymyka mi się z rąk. 

4 września 2007

Jeszcze
nie wiem, czy podjęłam słuszną decyzję idąc do tego liceum. Dzisiejszy
dzień odrobinę przygasił mój początkowy entuzjazm i zachwyt nad nową
klasą. Paryż mnie chyba nie chce. Co prawda dopiero parę dni temu
wróciłam z castingu, ale jakoś dziwnie i pusto czuję się bez tego
szaleńczego tempa, jakiego nabrało moje życie. 



15 września 2007

Czasami bardzo chciałabym, żeby wszystko wróciło do cudownej fazy
pęcznienia i oczekiwania. Taki ładny, kolorowy bąbel niewiedzy. Żeby tylko móc
go jeszcze nie przekłuwać, żeby wrócić do tego gorącego dnia czerwca,
kiedy nosiłam w sobie poczucie sukcesu i spełnienia większe niż dziś.
Dzień pierwszych testów zapisał się w mojej pamięci swobodą, świeżością,
szczerym uśmiechem od losu. Czułam się spełniona i niezależna, a bardzo
odległa perspektywa wyjazdów nie budziła lęku, a jedynie podniecenie.
Teraz muszę się bardzo mocno skupić, by zaufać sobie i oszukać strach,
przepędzić smutek, nabrać do płuc optymizmu.
17 września 2007
Umówiłam
się na sobotę z M. Ciekawe, czy tak samo naciskałby na spotkanie,
gdybym nie powiedziała mu o swoim sukcesie w New Age Face. 
„Siema Marta, jesteś?”
Siema, nie ma mnie.

21 września 2007
Ludzie
w pociągach są niezwykli, choć być może owa niezwykłość nie bierze się z
nich samych, lecz ukradkowego sposobu ich podpatrywania. Mało mówią,
więcej procesów rozgrywa się w ich głowach, ale mnie nie interesuje obca
teraźniejszość, lecz przeszłość, z której wypłynęli, zarys osób,
którymi kiedyś byli. Co przeżyli, ile zyskali, kiedy po raz pierwszy
dotknęli ust dziewczyny, kiedy poczuły na sobie wzrok chłopaka.
Przeszłość fascynuje, bo istnieje w swojej nieodtwarzalności, bo
naznacza człowieka niezniszczalną siłą. Przeszłość wodoodporna,
niereformowalna. W poniedziałek kurier dostarczy mi paszport z moją
własną, osobistą wizą. Dobrze, że mam to już za sobą – stres, nerwy, a
potem kilka godzin drętwego czekania w ambasadzie. Pojutrze Warszawa, bo
casting do Japonii. Chyba nawet mam apetyt na tę odrobinę szaleństwa,
kolejny dzień wyrwany z normalności, z poukładania.

24 wrzesień 2007
O 13:00 casting w agencji. Zakładam czarną sukienkę, obrysowuję kredką oczy, do torby wrzucam szpilki. Ciekawe, czy powiedzą mi coś nowego o Nowym Yorku czy znowu wcisną w kącik i każą spokojnie czekać na swoje pięć minut przed miniaturowym obiektywem japońskiego aparaciku. Potem obiad i do pociągu.

6 październik 2007
Strasznie pędzę z nauką, bo chcę wszystko podgonić przed wyjazdem,
nałapać jak najwięcej dobrych ocen, by mieć już jakąś podstawę,
jakiekolwiek oparcie po tych czterech tygodniach w Nowym Yorku. W przyszły piątek już mnie tu nie będzie. Jak będę się czuła? Gdzie będę mieszkała? Co jadła, co robiła? Czy zwariuję z tęsknoty?

10 październik 2007
– Za tydzień o tej porze będę już bardzo szczęśliwa, bo zostanie tydzień mniej do twojego powrotu – powiedziała mama. Chciałabym już zacząć pędzić do przodu, wcisnąć na stopy szpilki, uśmiechnąć się do obiektywu aparatu. Nie czuć tęsknoty, nie dusić się miażdżącą odległością od domu, po prostu pędzić przez Nowy York.