Browsing Tag

Pamiętnik

Uncategorized

Vogue Nippon (April 2009)

25 marzec,
godzina 4:47 rano
W dalszym ciągu nie dociera do mnie, że jadę na sesję zdjęciową dla Vogue’a. To przecież nie ja jestem typem modelki pracującej, modelki, którą chciałby mieć na swoich stronach (i to aż sześciu!) ekskluzywny magazyn. Ja nawet nie zrobiłam nic w Polsce. Skąd więc się wzięło to moje szalone szczęście, mój urodzinowy prezent, który niespodziewanie sprawiłam samej sobie? Vogue Nippon na osiemnaste urodziny. Sounds nice.
Długo zastanawiałam się, czy jest jakikolwiek sens w kładzeniu się do łóżka na tak krótko, ale ostatecznie padłam jak nieżywa i przez jakieś dwie godziny spałam snem kamiennym. Wstałam o 3:50, kawa i chipsy na śniadanie, chotto* niezdrowo, chotto not my style. 
10:58
Jadę do ostatniego miejsca zdjęć wpierniczając chipsy. Mam tak piękny makijaż, jak nigdy wcześniej, na żadnej innej sesji. Nawet zbytnio nie wymarzłam, gdyż drugą partię zdjęć robiliśmy w cieplutkim studio.
14:00
Piję piątą kawę. Muszę się obudzić, druga praca dopiero przede mną. Pochłonęłam tonę ciastek i czekoladek. Makijaż na dzisiejszym pokazie będzie chyba zaskakująco normalny, więc jeśli nie wycudują czegoś z włosami, mogę iść do Lexa** prosto po pracy. Ha! 

* chotto – po japońsku oznacza „troszkę, trochę”
** Lex, czyli mój ulubiony klub w Tokio 😉

Uncategorized

Nad chmurami –> Narita –> Tokio

22 luty 2009, na pokładzie samolotu do Tokio

Pachnie jedzeniem. Drobna japońska stewardesa wręczy mi za moment paczuszkę krakersów. Hm, zostawię je na później, na wypadek, gdybym w nocy zgłodniała. Zaczynają rozwozić napoje. Ciekawe, kiedy przyjdzie pora na lunch. Dostałam nawet rozpisane menu: pierwszy posiłek to wędzony łosoś i sałatka ziemniaczana, kurczak Teppan Yaki ze smażonymi warzywami i ryżem, a na deser austriackie czekoladowe ciastko. Śniadanie to wybór szynek i serów oraz jogurt z truskawkowym sosem. Wypiłam szklaneczkę soku pomidorowego, nie był rewelacyjny, ale po doprawieniu solą i pieprzem ostatecznie znośny.
Jeszcze 5 godzin i 20 minut. Od około sześciu jestem na pokładzie, co oznacza, że pomimo ekstremalnego niewyspania mam prawo nie czuć się senna – w Polsce dopiero dwudziesta. Zaskoczyłam samą siebie odmawiając japońskiej zupki, ale zbytnio obciążyłam żołądek przy obiedzie. Wyszorowałam zęby, twarz zmyłam prowizorycznie (mydłem pokładowym…), tworząc sobie zgrabną iluzję czystości i pozorny komfort.
Względność czasu: zjem śniadanie, kiedy w domu wszyscy będą spali. 
Pięć godzin i pięć minut. Już nie mogę się doczekać momentu, w którym zadzwonię do K.



23 luty, 10:45 w Japonii, 2:45 w Polsce

Odebrałam swój bagaż, odświeżyłam się w łazience, wykonałam ekspresowy makijaż, kupiłam bilet, zadzwoniłam do agencji, wsiadłam do autobusu i jadę. Wyobrażam sobie, że jesteś tutaj ze mną, K., wspólnie mijamy przemoczone wioski, przejeżdżamy pod drogowskazem z napisem Tokio. 
Jak na trzecią rano i dwie godziny snu w samolocie, trzymam się całkiem…stabilnie. Może miałabym jeszcze więcej energii, gdyby szarość nieba rozświetliło słońce i przestał padać deszcz (ostatecznie lepszy deszcz od śniegu). Tak bardzo chciałabym już być w apartamencie, zadzwonić do domu, wypakować walizki, umyć się i położyć spać. A najbardziej na świecie chciałabym teraz leżeć we własnym łóżeczku, pod własną kołderką.

11:24

Marznę bez ciebie, zamarzam powoli. 
Już nie mogę się doczekać momentu, kiedy zobaczę na ekranie laptopa twarze rodziców. 
Tym razem muszę koniecznie odwiedzić fontannę w kształcie kupy. 
Jedziemy przez miasto, K. Bardzo, bardzo wysoko. W dole park, rzeka, mosty, boiska, ogromne bilbordy reklam. Zapomniałam już całkiem, jak wielkie jest to miasto…
Robi się tłoczno na ulicach, ale to dobrze, chciałabym utknąć w korku, chciałabym jechać jak najdłużej. 

W następnym poście pierwsza porcja zdjęć z pobytu w Tokio mojego autorstwa. 
Póki co nie mam jeszcze do nich dostępu i dlatego zamieszczam poniżej fotografie znalezione w sieci, które podbiły moje serce.

Uncategorized

Tokio po raz drugi, czyli najlepszy wyjazd w życiu

8 luty 2009

Pozbawione sensu niebo, wyciskane jak gąbka, pozbawiona sensu cieknąca z niego woda, pozbawione sensu daktyle i markizy pochłaniane tuż przed spaniem. Dzień rozmiękły, podmokły, spłaszczony, sflaczały. Tydzień czekania na pokrakowskie spotkanie i już po The Kalesons Blues Band u K., przemknęła Warszawa, dogoniła ją Rura (niezapomnianą nocą zapisując się w pamięci). 
Długi spacer na dworzec, w ustach i włosach wiosna, czwórka rozdzielona PKS-em dwa na dwa. Ja do Sfinksa, K. do babci, M. i S. w swój własny świat. Zabiłam nostalgię nocowaniem u O., wódką zapijaną herbatą z cytryną i słodyczami o pierwszej w nocy. 
Czekałam, czekałam i wyczekałam smsa od K.: idziemy do Caramelito na kawunię. Odpisałam: kawunię i fajunię.
A teraz wracam do wojen włoskich.

21 luty 2009
Wyjazdy byłyby całkiem prostą sprawą, gdyby ludzie nie nauczyli się tęsknić. Jednak wyzbywając się tęsknoty musielibyśmy zrezygnować z pełnej gamy uczuciowości, bo tęsknotą obdarzamy tych, z którymi jest nam w życiu najlepiej. Tęsknota odbiera radość wyjazdom, nadając sens powrotom.

22 luty 2009, Wiedeń
Z okien lotniska Wiedeń wygląda zupełnie jak Polska. Płaski, biały krajobraz, pozbawiony znaków szczególnych. Wokół mnie kilkadziesiąt, a może i setka Japończyków, z czego prawie połowa w białych maskach. Rok temu myślałyśmy z Kasią, że w Tokio panuje epidemia. 
Słuchając wczoraj wpisów z pamiętnika K. uświadomiłam sobie, że przyjaźń z nim to jedna z najważniejszych i najpiękniejszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w życiu. Słowo zapisane w osobistym dzienniku nosi piętno szczerości, którego nie sposób pominąć, osłabić ani ukryć. Poczucie, że jest się dla drugiego człowieka oparciem, nadzieją, zmianą i miłością tworzy zupełnie nowy obraz samego siebie. 
Sms do K.: Jestem w samolocie. Mam deja vu. Wszędzie Japończycy i japoński i te ich białe maseczki na twarzach. Odezwę się za 12 godzin. Tak strasznie Cię kocham. 
Nie odpisuje. Muszę już wyłączyć telefon. Gdybym mogła choć na parę minut cofnąć się w czasie, siedziałabym teraz u K., w jego pięknym pokoju, przy „Kawie i papierosach” pijąc kawę i paląc papierosy.