Usłyszałam ostatnio wiele ciepłych słów i porad dotyczących prowadzenia bloga. Każdą z uwag analizowałam, niektóre odkładałam do „przechowalni pomysłów”, a część postanowiłam czym prędzej wdrożyć w życie.
Każdy z nas ma swoich idoli, mentorów, ulubionych artystów czy też ikony stylu, na których się wzoruje. Mniej znane modelki subskrybują profile swoich koleżanek po fachu, by w ślad za nimi rozwijać umiejętności pozowania, wyrażania emocji, pracować nad mimiką twarzy. Jeśli ktoś z Was spytałby mnie o autorytet w dziedzinie pisania, bez zastanowienia podałabym nazwisko, które motywuje mnie do pracy. W kwestii mody miałam jednak duży problem. Nie śledzę bieżących trendów, nie oglądam najnowszych pokazów mody, mam świadomość, kto jest kim w tym szalonym biznesie, jednak nigdy nie przywiązywałam większej wagi do projektantów przez duże P ani modelek przez duże M.
Postanowiłam jednak wprowadzić na bloga cykl o postaciach, zdjęciach, które mnie inspirują, w pewien sposób naprowadzają na to, jak powinnam zachowywać się przed obiektywem aparatu i pokazać Wam, jakiego typu fotografie pragnęłabym zobaczyć w moim własnym portfolio.
Dzisiaj kilka zdjęć mistrza Demarchelier, który moim zdaniem potrafi wydobyć nieuchwytne z pozoru piękno z każdej kobiety. Osobiście uwielbiam proste czarno-białe portrety, na których widać, co modelka czuje, co myśli, jakim jest człowiekiem. Zdjęcia stricte fashion mają swoją moc i siłę, jednak nie jestem zbyt wielką fanką wymyślnych poz i przebrań, pod którymi toną kościste ciała modelek. Być może wynika to po prostu z mojego spokojnego i raczej nieśmiałego usposobienia.




Zapewne nie będę oryginalna przy tym wyborze, ale za naprawdę piękną, spełnioną kobietę uważam Mirandę Kerr. Przykładowo – patrząc na zdjęcia Anji Rubik we francuskiej edycji Vogue’a zazdroszczę każdego centymetra jej ciała. Oglądając jednak zdjęcia „przyłapane na ulicy” zastanawiam się, jak mogła zajść aż tak daleko. W przypadku Mirandy jest wręcz odwrotnie. Każde jej zdjęcie emanuje nie tylko pięknem i seksapilem, ale również szczerym uśmiechem do ludzi i życia. Wygląda zdrowo, nie przypominając uciekinierki z Oświęcimia. Da się? No chyba jednak tak 😉