Wstaje w środku nocy i idzie do toalety, potykając się o puste pudełko po lodach. Siada na kiblu i patrzy przed siebie nieprzytomnym wzrokiem. Brzuch wciąż nadęty po kolacji u znajomych. W towarzystwie trzeba koniecznie zachować pozory normalności, przyzwoitości, prostej konstrukcji trawienia, dlatego wyczyściła talerz do ostatniego okruszka, poprosiła o dokładkę ciasta i dolewkę wina.
Codzienność
Opieram się o kuchenny blat i wpatruję w chodniki napęczniałe deszczem. Od dwóch dni czuję, jak zalewa mnie fala nieprzyjaznych myśli, smutnego zwątpienia w siebie, swoje ciało, swoją przyszłość. Próbuję zwalić winę na szarobure niebo, płaczące ciężkimi strugami za oknem, ale wiem, że problem leży głębiej, że problem leży we mnie.
– Co jest, co taka zamyślona?
– Chyba już nie lubię siebie… Tyłek mi obrósł tłuszczem, w spodnie się nie mieszczę, mam cellulit, a zaraz pewnie dojdą i rozstępy.
– Ej, miałaś być normalna! Obiecałaś, że będziesz już normalna.
11 maja 2014
Nienawidzę budzić się snami tak strasznymi, że mimo wczesnej pory już nie potrafię zasnąć. Najgorsze jest tych kilka pierwszych sekund, kiedy senne potwory przegryzają rzeczywistość – zanim zjawy rozpłyną się na jawie, leżę sparaliżowana strachem, obezwładniona koszmarem, w którym brodziłam przed chwilą. Myśli od samego rana nasiąknięte czarnym błotem, śmierdzącymi pomyjami – wstaję lewą nogą.
Zły sen przykleja się do człowieka i trudno go zapomnieć.
