Uncategorized

Chudy wcale nie ma łatwiej

Jeśli ważysz 100 kilo i decydujesz się na dietę, możesz być pewna, że każdy zbije z Tobą piątkę i pogratuluje słusznego wyboru. Dostaniesz odpowiednie wsparcie od rodziny i przyjaciół, nikt na imprezie nie będzie w Ciebie na siłę wlewał tuczącego piwa ani podtykał pod nos miski pełnej chipsów. Problem zaczyna się w momencie, gdy ważysz stosunkowo niewiele, nosisz rozmiar 36, a koleżanki zazdroszczą Ci idealnej figury. Spróbuj wtedy powiedzieć, że musisz zrzucić lekko z bioder, bo wykonujesz taki kosmicznie nieprzewidywalny zawód. Zostaniesz dziwadłem, a w najlepszym wypadku bulimiczko-anorektyczką. Niestety, ludzie, którzy nie obracają się w zwariowanym świecie modelingu (gdzie nie liczą się cyferki na wadze, ale centymetry w biuście, talii i biodrach) nigdy nie zrozumieją, że można przejść na dietę wyglądając jak modelka.
W liceum wychowawczyni zamartwiała się, że głoduję całe dnie lub też potajemnie wymiotuję w kiblu. Były rozmowy z moją mamą i zapewnianie, że wszystko ze mną w porządku. Do tej pory często słyszę: jesz dziwnie, wybrzydzasz, czemu nie jesz chleba, skoro już jesteś taka chuda. MODELKA MUSI BYĆ CHUDA. Przepraszam, to boli. To przykre i niefajne. Tak, chciałabym, żeby któraś z kampanii „koniec z Oświęcimiem na wybiegu, kości nie są sexy, niech brak cycków i płaskie tyłki przestaną lansować nowe trendy” naprawdę zmieniła świat modelingu i wywróciła go do góry nogami. Jestem jednak realistką i nie wierzę, że tak się stanie, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Dlatego też, chudziny jedzące niewiele, lecz zdrowo – wspierajmy się wzajemnie. Nie jest łatwo przetrwać w krainie diety, kiedy nawet w Twoim ukochanym klubie fitness kobiety wciąż komentują: Pani to już chyba trening niepotrzebny… 
Uncategorized

SHOW TIME, czyli pokaz mody od kuchni

1. CASTING

Dostajemy wiadomość o castingu od agencji. Portfolio nie jest w tym wypadku najważniejsze, klient otrzymuje wcześniej od agencji kompozyt z naszym najmocniejszym zdjęciem oraz aktualnymi wymiarami. Obowiązkowo zabieramy ze sobą wysokie obcasy, w których czujemy się w miarę wygodnie i stabilnie. Nie ma sensu zakładać luźnych bluzek ani workowatych spodni, gdyż klient chce zobaczyć, jak na żywo prezentuje się nasza sylwetka. Na castingu do pokazu modelek są najczęściej całe tłumy, dlatego też tworzone są listy, na które się wpisujemy, a następnie cierpliwie czekamy na swoją kolej. Zdarza się, że czekać trzeba nawet parę godzin. Kiedy w końcu uda nam się dotrzeć przed oblicze projektanta, musimy zaprezentować nasz catwalk, czyli przejść się w tą i z powrotem tak, jakbyśmy chodziły na wybiegu. Jeśli przypadniemy do gustu, klient robi nam zdjęcie, a często również prosi o przebranie się w jeden ze strojów prezentowanych później na pokazie.


2. PRZYMIARKI
Najczęściej 2-3 dni przed pokazem. Znowu długie, nawet kilkugodzinne czekanie na swoją kolej. Wchodzimy, mierzymy wybrany dla nas przez projektanta strój, próbujemy się w nim przejść, ponownie udając wybieg, robią nam zdjęcie, czasami dopasowują ubranie do naszej sylwetki, jeśli gdzieś nie przylega idealnie, źle leży, odstaje.
3. CALL TIME
Pracując przy pokazie mody obowiązują nas dwa terminy: call time oraz show time. Pierwszy z nich to godzina, o której musimy się pojawić w miejscu pokazu, by odpowiednio wcześniej zdążyć z ostatecznymi przymiarkami i nauką choreografii. Na czas muszą się oczywiście wyrobić również makijażyści i fryzjerzy. Przykładowo: call time – dziesiąta rano, show time – dziewiąta wieczorem. Co robimy przez ten cały czas? Książki pod nosem, słuchawki w uszach, rozmowy z dziewczynami, krótka drzemka albo dużo mocnej kawy.

4. SHOW TIME
Długie godziny przygotowań dla kilkunastu minut na wybiegu.
Muzyka, światła i GO!
Ustawiamy się w ustalonej wcześniej kolejności za kulisami i czekamy na znak do wyjścia. Są emocje, nerwy, podekscytowanie. Po przejściu w jednym stroju, wracamy biegiem na backstage, gdzie jedna lub dwie pomocnice w ekspresowym tempie ściągają z nas pierwszy zestaw i pomagają założyć kolejny. Często dziewczyny nie wyrabiają się w przebieraniu i ustalona kolejność zostaje zachwiana. Robi się wtedy bałagan i rozgardiasz, bo dziewczyny wychodzą inaczej, niż powinny, jednak nie ma czasu na poprawki – show must go on – dlatego każdy działa na najwyższych obrotach. W końcu wychodzimy wszystkie razem, jedna za drugą na tzw. „finale”. Po zakończonym pokazie, na backstage’u oklaskujemy projektanta i nareszcie możemy wracać do domu.

FASHION WEEK TOKIO

FASHION WEEK LONDON

POLSKA

Pokaz ECCO 2011
Pokaz Paprocki&Brzozowski 2010
Uncategorized

Barcelona ’08 (pamiętnik)

14 czerwca 2008 rok,
Barcelona
Wiesz,
jak się czuję? Jak piłeczka ping-pongowa odbijana z różną siłą o
przeciwne części stołu. 

I wiesz co? Postanowiłam w przyszłym tygodniu
pracować. Brakuje
mi Szwedki. Przez chwilę tworzyłyśmy naprawdę zgrany zespół: dwie
Polski, Szwedka, Hiszpanka i Chinka. Oglądając filmy, dyskutując o
chłopakach, odczytując nawzajem swoje horoskopy. W
poniedziałek zaliczyłyśmy Starbucksa i centrum handlowe. Kupiłam
piękną, czerwoną sukienkę, a W. najdroższą torebkę świata. Było sporo
śmiechu, totalna głupawka przez całą drogę do metra. Dzisiaj chciałyśmy opalać się na plaży, ale przez okno balkonowe widzę szare, brudne chmury – pewnie zdecydujemy się na zwiedzanie. Teraz wychodzę do marketu, bo moja półka w lodówce świeci pustkami. Jogurty, pomidory, mleko, jabłka – kiepska mieszanka śniadaniowa. Chciałam iść z W., ale nadal słodko śpi, a ja zaczynam pomału umierać z głodu. Ciao.

16 czerwca 2008
Barcelona
Sama nie wiem, od czego zacząć. Zbyt dużo we mnie emocji, z którymi muszę się zmierzyć w pojedynkę. Mieszkanie opustoszało. Zniknęły z szafy zwiewne bluzki W., zwolniło się łóżko pod ścianą, pokój numer jeden powiększył się o niezapełnioną przestrzeń.
A więc przede wszystkim samotność. Dotkliwa pojedynczość, której nie doświadczyłam od dawna.
Po drugie nostalgia. Chociaż chwilowa, to jednak pompująca do serca gorycz z jednakową siłą.
Po trzecie tęsknota – dziwna, bo na wyjazdach przeważnie nieobecna.
To tylko ten dzień, nienaturalnie rozlazły, rozciągnięty przesadnie na strunach przygnębienia. Dziwne, że tęsknię już po jednym tygodniu. Byłoby inaczej, gdyby W. mnie nie opuściła. Nie miałabym czasu rozmyślać o domu ani odczuwać odległości. Teraz jest tu ze mną hiszpańska sprzątaczka, która hałasuje, porusza się, napełnia mieszkanie ciepłem obecności. Boję się jej odejścia. Mogłaby już ze mną zostać, nic nie mówić, pracować w ruchliwym milczeniu, ale być mi towarzystwem, cichym i namacalnym. Kiedy stąd zniknie pewnie osłabnę w swych postanowieniach i zadzwonię do rodziców podzielić się z nimi moją dzisiejszą chandrą. Już 17:30, niebo szare, będzie padać albo tylko postraszy. Zjadłam urodzinowe ciasto z Hiszpankami – Ariana kończy dziś 20 lat. Zwykły, suchy biszkopt, wcale nie było smaczne, ale nie wypadało mi odmówić, skoro imitowało tort ze świeczkami.
W. musi już teraz siedzieć na pokładzie samolotu, wyglądać przez okno, być może tęsknić. Za Polską, chłopakiem albo za mną i Barceloną. Pięknie nam razem było. Dużo uśmiechu i mądrości, dużo przyjaźni dostałam przez ten tydzień. Kolejna modelka obalająca mit zakochanej w sobie gwiazdy, samolubnej egoistki o wygórowanych ambicjach. Nowa porcja wspomnień, nowe przeżycia, ulotne chwile, do których będę wracać pamięcią, do których tęsknić, cieszyć się, że były i żałować, że minęły. 
K. pisała o klasowych wagarach. Szkoda, że mnie ominęło kolejne klasowe picie. Oglądałam zdjęcia na naszej-klasie, musiało być naprawdę świetnie. Chyba mam ochotę na kanapkę z serem i awokado. Zjem, a potem wyjdę na spacer. Pójdę pod Sagradę, pooglądam pamiątki. Może nawet kupię coś na poprawę humoru…

Upalny dzień na plaży z Rosjanką i Hiszpankami

Nasz pokój

Bałagan w naszym małym pokoju 😉

z kochanymi Chinką i Szwedką

W. i ja

Mój uroczy widok z okna 😉

„Moje” mieszkanie w Barcelonie