Browsing Tag

Moje portfolio

Uncategorized

Na początku drogi zawsze jest pod górkę

Po długich postach dzisiaj krótko, zwięźle i na temat. Aby ruszyć z miejsca i zacząć pracować musimy wyrobić tak zwaną książkę, czyli swoje portfolio, dzięki któremu staniemy się produktem, towarem na rynku pracy. Bez książki modelka nie istnieje. Nosimy ją ze sobą na każdy casting (a waży niemało!), pokazujemy klientom. Im więcej dobrych zdjęć, okładek magazynów, kampanii, tym lepiej, jednak każda modelka na początku kariery zaczyna od tzw. testów (moje pierwsze tutaj). 
Książka agencji Bravo (Tokio)
Książka agencji NEXT (Londyn)

Teraz czas na krótki quiz. Jak myślicie: czy agencja, dzwoniąc do nas i proponując testy w, dajmy na to, Warszawie, zwraca koszty przejazdu, pieniądze za taksówki/bilety oraz jedzenie (bo przecież na testach nas nikt nie nakarmi, a modelki też jedzą)? Odpowiedź brzmi NIE. Jeździłam na testy, opuszczając cały dzień w szkole, robiąc sobie zaległości, nie przychodząc na sprawdziany. Pieniądze na pociąg dostawałam od rodziców. Trzy godzinki w jedną, trzy w drugą stronę. 
Czasochłonne, męczące, wymaga zainwestowania własnych pieniędzy? Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Uncategorized

Za kulisami // Zdjęcia by Asia Gwarek

W poprzednim poście użyłam słowa BOOKER, nie wyjaśniając go. Możliwe, że mieliście problem z interpretacją hasła, więc dzisiaj postaram się naprawić swój błąd. Booker to pracownik agencji, którego głównym zadaniem jest wyszukiwanie zleceń dla modelek i modeli. Każda modelka/model ma swojego osobistego bookera, który powinien dokładnie wiedzieć, jakie zlecenia będą dla jego podopiecznej/podopiecznego najbardziej odpowiednie. Jeśli jednak w danej agencji pracuje booker od zleceń zagranicznych i booker od zleceń w kraju, możemy otrzymywać telefony z propozycją pracy od obu, nie tylko od „naszego”.
Poniżej obiecane wczoraj zdjęcia z pracy nad pierwszymi testami.

Uncategorized

Pierwsze testy w Wielkim Mieście

Gdybym miała wybrać sposób, w
jaki zostałam modelką, byłoby to przypadkowe spotkanie z właściwą osobą we
właściwym czasie i miejscu: szefem agencji lub bookerem. To bardzo popularny
sposób, w jaki agencje odkrywają „new faces”, czyli swoje „nowe twarze”, które
dopiero czekają, by świat o nich usłyszał. Najczęściej młodziutka, niczego
nieświadoma dziewczyna maszeruje ulicami rodzinnego miasta, z głową
zaprzątniętą problemami szkoły, chłopaka, gdy nagle na jej drodze
materializuje się człowiek oferujący szansę pozbycia się tych wszystkich
problemów w zamian za jedną drobną przysługę: próbne zdjęcia.
Z całego tłumu zalewającego ulice to właśnie ona zostaje
wyłowiona na powierzchnię i wystawiona na talerzu Życiowej Szansie. Modeling ma
to do siebie, że od samego początku daje dziewczynom zastrzyk niesamowitej
ciekawości i zapału, wabi i kusi nieznanym światem wybrańców, upewniając w
poczuciu wyjątkowości i piękna.
            Gdybym
miała wybrać sposób, w jaki zostałam modelką, byłby to szczęśliwy zbieg
okoliczności, jednak w zbiegi okoliczności wierzyć nie warto, a branie spraw w
swoje ręce opłaca się w dzisiejszym świecie o wiele bardziej. Na casting, który odbywał się w mojej rodzinnej Częstochowie poszłam bardziej dla zabawy oraz dlatego, że od dłuższego czasu znajomi i rodzice pchali mnie w tym kierunku. Czemu nie, pomyślałam ostatecznie i z lekkim poczuciem zażenowania ustawiłam się w kolejce, tuż za dziewczyną w skórzanych leginsach, futerku-panterce, w pełnym makijażu, a nawet głęboko niebieskich soczewkach (o wysokich do nieba szpilkach chyba nawet nie ma sensu wspominać). Tego dnia padał deszcz, dlatego moje włosy nie wyglądały zbytnio reprezentacyjnie, znoszone baletki przemokły, a spodnie i bluzka przykleiły mi się do ciała. Wyglądałam jak zmoknięta kura, bez wyczucia stylu, bez najmniejszego pierwiastka drapieżności czy elegancji. Dzieciak w zielonych sztruksach. Brzmi niezbyt obiecująco, a jednak moja absolutnie niewymuszona naturalność przeważyła nad skórzano-futrzanym seksapilem, który prężył się przede mną. Właściciel agencji od razu wykazał niemałe zainteresowanie i entuzjazm. Wypytał o miejsce zamieszkania, wiek, sytuację w szkole (w agencjach modelek WBREW POZOROM nieprzychylnym okiem patrzą na dziewczyny z problemami w nauce, ponieważ odbija się to na ich wyjazdach zagranicznych – modelka, który wciąż się uczy powinna być w stanie szybko nadrobić zaległości, nie nadwyrężając jednocześnie kredytu zaufania, który otrzymała od swojej dyrekcji, nauczycieli, rodziców), a na końcu zmierzył obwód w pasie, biodrach, biuście i mój wzrost. Roztoczył przede mną barwną wizję międzynarodowej kariery, wyjazdów w najdziksze zakątki świata, pracy dla najlepszych projektantów, a co za tym idzie – zarabiania na siebie i to niemałych pieniędzy. Umówiliśmy się na próbne testy w Warszawie, które miały mieć miejsce już w przyszłym tygodniu. Wyszłam oniemiała. Zupełnie straciłam poczucie kontaktu z realnym światem, z moją częstochowską, oswojoną rzeczywistością. Czas nagle przyspieszył i zanim zdążyłam po raz ostatni obejrzeć się przez ramię, zostawiłam dawne, uporządkowane życie za sobą, wychodząc na przeciw przygodzie. 
Pierwsze testy: skrępowanie, brak zespolenia z własnych ciałem i świadomości jego zalet, niepewność, nieśmiałość, zaciekawienie, entuzjazm.  Miałam szczęście pracować z utalentowanym fotografem, Jackiem Kolanowskim (któremu dziękuję za cierpliwość!), a efekt naszej kilkugodzinnej pracy poniżej.


W kolejnym poście pokażę Wam zdjęcia „zza kulis” moich pierwszych testów, wykonane przez niezastąpioną Gwajo.