Browsing Tag

Codzienność

Codzienność, Słowa

To korpo

Ósma rano, tramwaj numer trzynaście. Ja zaspana, z nieotwartą książką na kolanach, bezmyślnie wyglądająca przez okno. Naprzeciwko mnie siwy pan z kilkuletnim wnuczkiem, przyklejonym do szyby i wskazującym energicznie mijane przez tramwaj budynki.

– To kościół. A to Lidl. Tu dziadek robi zakupy. To duże to urząd miasta. A to Cmentarz Podgórski.

Tramwaj przystanął przed centrum biznesowym, ustępując miejsca skręcającym samochodom i odsłaniając rząd błyszczących w słońcu, niewysokich biurowców. Starszy pan nachylił się w kierunku chłopca i objął go ramieniem.

– A ten czarny budynek, wnusiu – głos dziadka brzmiał teraz złowieszczo i niósł w sobie przestrogę – ten czarny budynek w oddali… to korpo.

Przy ostatnim słowie wnuczek szerzej otworzył oczy. Jego wyobraźnia musiała pracować na najwyższych obrotach – czarny budynek, a w jego tajemnym wnętrzu to złowrogie korpo. Na krótką chwilę odsunął twarz od okna, wyraźnie przestraszony.

Przyglądając się tej scenie, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Sama nasłuchałam się dużo bajek o korpo – chociaż już w starszym wieku. Dokarmiałam wyobraźnię obrazami wielkiej firmy, która na ostatnim miejscu stawia dobro pojedynczych pracowników. Wyobrażałam sobie bezduszną maszynę, która zgniata kreatywność i wypluwa pozbawionych ambicji niewolników. Podczas studiów uważałam się za największą przeciwniczkę korpo. Poszukiwania pierwszej pracy z językami rozpoczęłam więc od małych, lokalnych firm, omijając oferty zagranicznych kolosów. Po kilku miesiącach zrozumiałam, że to nie droga dla mnie, że potrzebuję więcej ludzi dookoła, więcej wyzwań, integracji.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Byle nie teraz

Uwielbiam koniec sierpnia za przedszkolne wyprzedaże – mogłabym godzinami oglądać te wszystkie zeszyty, teczki, ołówki różnej grubości, kolorowe zakreślacze. Było upalne sierpniowe popołudnie, kiedy stałam przed półką w supermarkecie, a serce i rozum toczyły zawziętą walkę o kolejny zeszyt w jeże. Nagle w mojej alejce pojawiły się dwie urocze staruszki.

– Do czego ja bym tu sobie kupiła zeszyty? Biologia, chemia, religia… Popatrz, Stasia, za naszych czasów takich rzeczy nie było. Ale ja bym sobie teraz poszła do szkoły.

– Ano, mogłyśmy się trochę później urodzić.

Odpuściłam zeszyt w jeże, ale to zdanie ze mną zostało. Urodzić się trochę później, trochę wcześniej. Kiedyś, byle nie teraz.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Idealny moment

Moje życie wygląda dzisiaj tak, jak sobie wymarzyłam: ja, laptop, ulubiona kawiarnia, aromatyczne flat white, ciasto. Palce wybijają na klawiaturze rytm, wiedzą, co i jak chcę pisać. Jestem dyrygentką swojego życia – najlepszą, bo jedyną.

Nie znalazłam się tutaj przez przypadek. Wcale nie było łatwo. Musiałam wygrzebać się spod kołdry przyzwyczajeń i bezpiecznych rozwiązań. Zrozumiałam, dokąd chcę dojść i przestało mnie martwić, o ile chwil zwątpienia będę się potykała po drodze. Robię to, co lubię, co daje mi wiatr w żagle, jeśli ktoś to doceni – fantastycznie, jeśli nie – mam przynajmniej z życia satysfakcję.

Od czego zaczął się blog? Po raz drugi z tego samego powodu: poczucia, że nie wykorzystuję w pełni swoich możliwości. Poczucia, że dni przelatują mi przez palce, niebezpiecznie identyczne. Zawieszenia między tym, czego bym chciała, a tym, czego nie robię. Szukania przyjemności po studiach i po pracy, potrzeby ucieczki, posiadania swojej prywatnej odskoczni.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

Problem z Noblem

Z okazji odbywającego się ostatnio festiwalu Conrada, do Krakowa zawitała Olga Tokarczuk – ceniona pisarka, laureatka prestiżowych nagród literackich, w tym Nagrody Bookera i przyznanej przed miesiącem Literackiej Nagrody Nobla. Tokarczuk spotkała się z czytelnikami w sobotę, a dzień później w Wydawnictwie Literackim podpisywała egzemplarze swoich książek.

Kiedy tylko zobaczyłam informację o spotkaniu, wysłałam wiadomość do S., która, równie mocno jak ja, od lat uwielbia Tokarczuk. Sobotnie wydarzenie było całkowicie darmowe, trzeba było jednak zdobyć obowiązkową wejściówkę, a te, jak się pewnie domyślacie, rozeszły się po minucie. Ani ja, ani S. nie byłyśmy dosyć szybkie.

– Żeby zdobyć wejściówkę powinno być jakieś pytanie. – podsumowała S. z rozgoryczeniem – O imię bohatera książki na przykład. I 10 sekund na odpowiedź.

– Albo jakie słowo najczęściej pojawia się w „Prawiek i inne czasy”.

– Wtedy tylko ty i ja miałybyśmy wejściówki.

Continue Reading

Codzienność, Słowa

O cerowaniu skarpetek

Jakiś czas temu przeglądałam zdjęcia z dzieciństwa, na których dziadek Bogdan kołysał do snu kilkumiesięczną Martusię. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w jego brązowo-czarny sweter, który pamiętałam bardzo dobrze, bo nosił go aż do śmierci. Jakim cudem przez tyle długich lat sweter służył dziadkowi? W ten sam sposób, w jaki służyły mu cerowane regularnie skarpetki – dziadek naprawiał ubrania i inne zepsute rzeczy, nadając im drugie życie; nienawidził wyrzucać tego, co jeszcze mogło się przydać. Do rodzinnych anegdot przeszły bożonarodzeniowe prezenty – wełniane skarpety, które dziadkowi wkładaliśmy pod choinkę, prosto spod drzewka lądowały w szufladach i tam, nieodpakowane, czekały cierpliwie aż do następnych świąt. My patrzyliśmy na jego zacerowane skarpetki i widzieliśmy w nich okazję do kupienia mu nowych. Dziadek patrzył na swoje nowe skarpetki i chował je do szuflady, bo nie były potrzebne. To, czego dziadek potrzebował, żeby mieć porządne skarpety to igła, nitka, trochę wolnego czasu, ciężkiej pracy i przekonanie, że to, co się popsuło – a jest ważne – należy naprawić.

Continue Reading