Browsing Category

Codzienność

Codzienność, Modeling

Pamiętnik modelki #1

8 września 2013, 9:28

Pierwsze czynności po przebudzeniu to wejście na wagę, zmierzenie obwodu bioder i wypicie kubka przegotowanej wody z cytryną. Siedzę przy stole w kuchni i oglądam piękny dzień za oknem. Mimo wczesnej godziny słupek rtęci na termometrze dogadania już dwudziestą kreskę. Koniec lata rozpieszcza nas zaskakująco ciepłym weekendem – wykorzystaliśmy go wczoraj obiadem w Złotym Potoku, a dziś planujemy uczcić pieczonkami na działce.

Karmelowa kawa z mlekiem i kolejna próba nauki do egzaminu licencjackiego. Układ sił na współczesnej japońskiej scenie politycznej. Tanoshii. Mam kiepski humor, bo w biodrach 88 cm, a w udach aż 89. Ohyda! Wiem, że ostatnio folgowałam sobie z jedzeniem, szczególnie w nocy, ale żeby dwa ciasteczka, trzy babeczki i cztery czekoladki tak szybko osiedliły się na biodrach? Dlaczego nie mogę utrzymać jednej wagi bez ciągłego myślenia o jedzeniu, bez wyrzutów sumienia i odmawiania słodkości? Dlaczego tyłek nie rośnie od marchewki?

Continue Reading

Codzienność

To korpo

Ósma rano, tramwaj numer trzynaście. Ja zaspana, z nieotwartą książką na kolanach, bezmyślnie wyglądająca przez okno. Naprzeciwko mnie siwy pan z kilkuletnim wnuczkiem, przyklejonym do szyby i wskazującym energicznie mijane przez tramwaj budynki.

– To kościół. A to Lidl. Tu dziadek robi zakupy. To duże to urząd miasta. A to Cmentarz Podgórski.

Tramwaj przystanął przed centrum biznesowym, ustępując miejsca skręcającym samochodom i odsłaniając rząd błyszczących w słońcu, niewysokich biurowców. Starszy pan nachylił się w kierunku chłopca i objął go ramieniem.

– A ten czarny budynek, wnusiu – głos dziadka brzmiał teraz złowieszczo i niósł w sobie przestrogę – ten czarny budynek w oddali… to korpo.

Przy ostatnim słowie wnuczek szerzej otworzył oczy. Jego wyobraźnia musiała pracować na najwyższych obrotach – czarny budynek, a w jego tajemnym wnętrzu to złowrogie korpo. Na krótką chwilę odsunął twarz od okna, wyraźnie przestraszony.

Przyglądając się tej scenie, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Sama nasłuchałam się dużo bajek o korpo – chociaż już w starszym wieku. Dokarmiałam wyobraźnię obrazami wielkiej firmy, która na ostatnim miejscu stawia dobro pojedynczych pracowników. Wyobrażałam sobie bezduszną maszynę, która zgniata kreatywność i wypluwa pozbawionych ambicji niewolników. Podczas studiów uważałam się za największą przeciwniczkę korpo. Poszukiwania pierwszej pracy z językami rozpoczęłam więc od małych, lokalnych firm, omijając oferty zagranicznych kolosów. Po kilku miesiącach zrozumiałam, że to nie droga dla mnie, że potrzebuję więcej ludzi dookoła, więcej wyzwań, integracji.

Continue Reading

Codzienność

Nina

Nina przysuwa się nieśmiało w stronę mojej nogi, ociera o nią futerkiem, ale zaraz odskakuje. Fascynująca kotka. Płochliwa, ostrożna i nieufna, choć szukająca kontaktu z człowiekiem. Nie potrafi wysiedzieć w pustym pokoju, chyba że na poduszce Silvii, oswojona zapachem intensywnych perfum, którymi Silvia co rano spryskuje włosy. Najczęściej jednak towarzyszy mi w kuchni, gdzie wskakuje na najwyższe półki i z bezpiecznego dystansu kontroluje wszystkie moje ruchy. Czasami decyduje się na odrobinę szaleństwa i z poziomu czerwonej kanapy, wspięta na tylnych łapkach, zagląda do kuchni sąsiadów z naprzeciwka. Nasza kotka-monitoring.

Kiedyś nam uciekła, prześlizgując się między nogami wchodzących koleżanek. Dziewczyny ściągały płaszcze i kładły na podłodze zakupy na kolację – Nina bezszelestnie wykorzystała okazję. Silvia o niczym nie wiedziała – nocowała poza domem. Pamiętam do tej pory jak ściskał mi się żołądek, kiedy wykrzykiwałyśmy imię kotki, krążąc po słabo oświetlonym patio. Cwana bestia schowała się w donicach, trudno było ją dojrzeć.

Continue Reading

Codzienność

Byle nie teraz

Uwielbiam koniec sierpnia za przedszkolne wyprzedaże – mogłabym godzinami oglądać te wszystkie zeszyty, teczki, ołówki różnej grubości, kolorowe zakreślacze. Było upalne sierpniowe popołudnie, kiedy stałam przed półką w supermarkecie, a serce i rozum toczyły zawziętą walkę o kolejny zeszyt w jeże. Nagle w mojej alejce pojawiły się dwie urocze staruszki.

– Do czego ja bym tu sobie kupiła zeszyty? Biologia, chemia, religia… Popatrz, Stasia, za naszych czasów takich rzeczy nie było. Ale ja bym sobie teraz poszła do szkoły.

– Ano, mogłyśmy się trochę później urodzić.

Odpuściłam zeszyt w jeże, ale to zdanie ze mną zostało. Urodzić się trochę później, trochę wcześniej. Kiedyś, byle nie teraz.

Continue Reading

Codzienność

Idealny moment

Moje życie wygląda dzisiaj tak, jak sobie wymarzyłam: ja, laptop, ulubiona kawiarnia, aromatyczne flat white, ciasto. Palce wybijają na klawiaturze rytm, wiedzą, co i jak chcę pisać. Jestem dyrygentką swojego życia – najlepszą, bo jedyną.

Nie znalazłam się tutaj przez przypadek. Wcale nie było łatwo. Musiałam wygrzebać się spod kołdry przyzwyczajeń i bezpiecznych rozwiązań. Zrozumiałam, dokąd chcę dojść i przestało mnie martwić, o ile chwil zwątpienia będę się potykała po drodze. Robię to, co lubię, co daje mi wiatr w żagle, jeśli ktoś to doceni – fantastycznie, jeśli nie – mam przynajmniej z życia satysfakcję.

Od czego zaczął się blog? Po raz drugi z tego samego powodu: poczucia, że nie wykorzystuję w pełni swoich możliwości. Poczucia, że dni przelatują mi przez palce, niebezpiecznie identyczne. Zawieszenia między tym, czego bym chciała, a tym, czego nie robię. Szukania przyjemności po studiach i po pracy, potrzeby ucieczki, posiadania swojej prywatnej odskoczni.

Continue Reading